Reklama
19-06-2018 |Relacje

Fotorelacja z 4. Wieży Rocka w Żerkowie

PATRONAT

Mały festiwal w małym mieście, ale emocje jakie tam panowały, przebijają wiele ogromnych imprez. Każdemu będę polecać tę imprezę!

Reklama

16 czerwca 2018 to data, gdy po raz czwarty zabrzmiała Wieża Rocka w Żerkowie. O samym festiwalu słyszałam już dwa lata temu, a to za sprawą zespołu Hanta z Czech, który tam występował. W ubiegłym roku miałam małe plany, by wybrać się do Żerkowa, ale… zrobiłam to dopiero w tym roku! Szczerze? Teraz żałuję, że dopiero teraz się udało, bo cała impreza przeszła moje najśmielsze oczekiwania! 

Przy okazji, już na wstępie wspomnę, że Żerków to nieduże, około 11-tysięczne miasto, leżące rzut beretem od Jarocina. A miasteczko to jest bardzo ładne, co miałam okazję sprawdzić sporo lat temu, na studiach, gdyż akurat tu odbywał się plener malarski, w którym uczestniczyłam. Nigdy wtedy nie przyszłoby mi do głowy, iż w takim mieście może kiedykolwiek powstać tak dobry festiwal. Powrót do Żerkowa po latach był naprawdę przyjemny!

Wraz z Adminem pojechaliśmy na Wieżę Rocka pociągiem i choć ze stacji do samego amfiteatru było ładnych parę kilometrów, szło się całkiem przyjemnie. Na miejscu trafiliśmy jeszcze na kończącą się próbę dźwięku. Co nas zaciekawiło, już wtedy było całkiem sporo ludzi. Oczywiście nie były to tłumy, ale zważając na wczesną godzinę, i tak było niemało fanów muzyki, a z każdą chwilą przybywało ich coraz więcej. Będąc na różnych eventach, zwykle pierwsze zespoły grały do powietrza, bo po prostu ludzie przychodzili albo wieczorem albo na samą gwiazdę wieczoru. Tu tego nie było i gdy na scenie montował się Cygański Wiatr, było wiadome, iż zagrają dla kogoś. Bo nawet jeśli większość siedziała (a paru śmiałków robiło mini pogo pod sceną) to na pewno w skupieniu słuchała muzyki oferowanej przez trio.

Gdy jeden z organizatorów, wręczając nam plakietki, powiedział “czujcie się jak u siebie”, już czuło się przyjemną atmosferę, a rozglądając się wokół tylko utwierdzałam się w przekonaniu, iż zapewne nie będę chciała szybko wracać do Poznania. Czy czułam się jak u siebie? Ba, głupie pytanie ;) Do tej pory głównie na Woodstocku miałam największy luz i czułam się jak dziecko w piaskownicy. Teraz znalazłam kolejne miejsce na ziemi, znacznie bliżej, które będę odwiedzać już regularnie, właśnie z podobnych powodów. Tej swojskiej, bardzo przyjaznej atmosfery nie zastąpi nic, nawet największe sceny z super światowymi gwiazdami. Ale jak już jestem przy temacie gwiazd, to oczywiście tych na Wieży Rocka nie brakowało, bowiem na scenie pojawili się: Cygański Wiatr, Cela nr. 3, Sexbomba, Koniec Świata oraz Kobranocka. Była zatem cała plejada dobrej, rockowo-ska-punkowej śmietanki muzycznej.

Jeśli chodzi o pierwszy zespół, czyli Cygański Wiatr, to miałam okazję go oglądać i słuchać na żywo po raz pierwszy. To stosunkowo młody skład, choć w dorobku muzyków jest już sporo osiągnięć, m.in. wygrany przegląd umożliwiający zagranie na scenie festiwalu Rock Na Bagnie 2016. Choć nie znałam twórczości muzyków, sam koncert był bardzo przyjemny i z pewnością zapisał się on jako dobry początek całości. Może pod sceną nie było szaleństw i wygibasów, jak w przypadku późniejszych koncertów, to jednak panowie zrobili dobrą robotę otwierając festiwal.

Równie świetnie wypadła Cela nr. 3, na której koncercie nie byłam chyba wieki (wstyd się przyznać). Dopiero w trakcie koncertu uświadomiłam sobie, za co tak naprawdę kocha się polski punk - prostotę, szczery przekaz, totalne wyluzowanie i przede wszystkim - za to szaleństwo na scenie. Podczas koncertu muzycy nawiązali do postaci i twórczości zmarłego niedawno Roberta Brylewskiego. Nie zabrakło kilku słów przemyśleń, a także utworu…

Kolejne koncerty to kolejna dawka pozytywnej energii. Zarówno Sexbomba, Koniec Świata, jak i Kobranocka dały wspaniałe występy. Nie będę się rozwodzić nad setami, bo szczerze powiem bawiłam się nie zwracając większej uwagi na kawałki. Znając zespoły i ich dorobek muzyczny, a także uczęszczając na ich koncerty każdy wie, czego można się spodziewać. Mogę jedynie dodać, że podczas show Sexbomby na scenie pojawiła się także Cela, wspólnie grając i śpiewając jeden kawałek. Wyszło tak radośnie, że w pewnej chwili nie wiedziałam czy robić zdjęcia, nagrać sobie na pamiątkę, czy po prostu dać się ponieść i poskakać z ludźmi. W sumie wyszło każdego po trochu ;) Z kolei na Końcu Świata nie mogłam oderwać oczu od perkusisty, który po prostu jest stworzony do tego, by walić po garach. Po prostu uwielbiam jego grę!

Żałuję, że nie mogliśmy zostać do samego końca koncertu Kobranocki, ale akurat tak się trafił powrót. Mimo wszystko - to był jeden z najlepszych dni jakie spędziłam. Poczułam to, czego brakuje w wielu innych koncertowych miejscach, a tu było tego na pęczki - klimat, tworzony przez ludzi. Publiczność bawiła się tu w najlepsze, a co najważniejsze, robiła to grzecznie. Może to głupie, ale zwróciłam uwagę nawet na to, że śmieci lądowały w koszu, a nie na trawniku, pod nogami czy gdziekolwiek indziej. To już wiele świadczy i zapisało się na plus.

Kolejna sprawa to muzycy, którzy sami po swoim show wychodzili pod scenę oglądać koncerty kolegów i równie wspaniale bawili się z publicznością. Oczywiście podobnie zachowali się organizatorzy, w których widać było, iż w sercu mają muzykę. Wszystko było po prostu szczere, ludzie życzliwi, a całość autentyczna. Nikt nikogo nie pośpieszał, nikt nie przeganiał, a też ochrona była bardzo sympatyczna i wyrozumiała. Łącząc te wszystkie elementy w całość, wychodzi, i mówię to całym serduchem, wspaniały festiwal. Mam nadzieję, że z kolejnymi latami Wieża Rocka w Żerkowie będzie miała się coraz lepiej. Ja na pewno za rok tam wracam!

Reklama
Podziel się ze znajomymi!

Galeria

Autor
Wiewiórka
Tagi
Wieża RockaSexbombaKoniec ŚwiataKobranocka
Komentarze