Reklama
16-06-2018 |Relacje

Rockowe Granie w Lubsku 2018 - fotorelacja!

PATRONAT

Tegoroczna, trzecia edycja festiwalu odbyła się w terminie 8-9 czerwca. W trakcie imprezy, oprócz koncertów zaproszonych gwiazd, został przeprowadzony konkurs kapel.

Reklama

Rockowe Granie w Lubsku powoli wpisuje się jako stały punkt na festiwalowej mapie Polski. Ten z pozoru mały, lecz stale rozwijający się fest, z roku na rok kładzie nacisk na dostarczenie najlepszych muzycznych wrażeń, utrzymując zarazem wszystko w konwencji darmowej i otwartej imprezy dla każdego.

W tym roku nad Zalewem Karaś odbyła się już trzecia edycja dwudniowego festiwalu. Ta odsłona, względem swoich poprzedniczek, była wyjątkowa z tego względu, iż po raz pierwszy został przeprowadzony konkurs młodych kapel. Jego przebieg był bardzo prosty. Każdego dnia na scenie występowały 4 zespoły z ponad 80 zgłoszonych, wybrane przez samych organizatorów ze stowarzyszenia Lubsko Potrafi. Każdy band miał ok. 40 min na zaprezentowanie swojego repertuaru oraz na oczarowaniu oceniającego go jury. Po występie jednej z zaproszonych gwiazd następowało ogłaszanie wyników. Nagrodą główną każdego konkursu był czek na półtora tysiąca złotych, a więc stawka była wysoka. Oba festiwalowe dni kończyły się koncertami gwiazd wieczoru i trzeba przyznać, iż w tym roku line up był zacny. Ale od początku.

Pierwszego dnia na scenie wystąpiły zespoły Clumsy Warlocks, Syndrom, Warbell oraz Hurrockaine. To właśnie ten ostatni projekt ostatecznie zgarnął zwycięski czek. Trzeba przyznać, iż zespół jak najbardziej zasłużył na nagrodę, gdyż kapela swoim energicznym wykonem porwała zebrane tłumy. Rock'n'roll zabrzmiał na pełnych głośnikach i nawet chwilowy brak świateł nie wytrącił z muzycznej hipnozy muzyków. Moc ostrych riffów oraz wokal Pauliny Mazur udowodniły, iż to właśnie temu zespołowi należało się główne "trofeum".

Z kolei, jeśli chodzi o konkurs dnia drugiego, to ogromne owacje zebrał lubelski zespół 6BM, pokonując kapele Free Trip, BulletRaid oraz Squall. 6BM sprawie połączył elektroniczne nuty z rockowym powerem, przyczyniając się do tego, iż niemalże każdy utwór wyróżniał się stylem, dynamiką i ogólnym vibem. To właśnie ta różnorodność w aranżacjach ostateczne przyczyniła się do zgarnięcia głównej nagrody pieniężnej. Gdyby jednak było tego mało, to podwójnym zwycięzcą może się nazwać wokalista Łukasz Furman, który tamtego dnia obchodził swoje urodziny. Rzecz jasna nie mogło zabraknąć gromkiego sto lat i my również raz jeszcze życzymy muzykowi wszystkiego najlepszego oraz dalszych sukcesów w karierze.

Konkurs konkursem, ale nie zapominajmy także o świetnych występach zaproszonych gwiazd, a trzeba przyznać, iż tym roku dostaliśmy konkretną porcję ciężkiego grania. I tak, w piątek mogliśmy raczyć się dźwiękami czeskiego Projektu Parabelum oraz punkową nawałnicą w postaci poznańskiej Zmazy. Zarówno jedna jak i druga kapela dały z siebie wszystko i zagrały zajebiste koncerty. Zwłaszcza Projekt Parabelum z wciągającym performancem lidera, Migalvanika. Czeski Rammstein, bo inaczej tego nazwać nie mogę, dopieszczony masą pepitkowego humoru wykonał niesamowite show. Mimo skromnej scenografii, na scenie działo się bardzo dużo, a Migalvanik nieprzerwanie odstawiał jakieś numery, szczerząc się do wszystkich jak psychopata. Ten Pan ma naprawdę nierówno pod cylindrem, ale to zdecydowany plus. Jeśli zaś chodzi o Zmazę, to powiem krótko - było na*********e! Punks not dead i tyle w temacie.

Sobota również obfitowała w wyśmienite koncerty. Jednym z gości był bydgoski zespół Over The Under, który w ramach przypomnienia, jako jedyny band w historii Polski ustanowił rekord Guinnessa, grając 100 koncertów przez 100 dni z rzędu! Over to muzyczne trio, które doskonale wie czego szuka i nie odwala pańszczyzny. Sam występ można uznać za bardzo hipnotyzujący, do takiego stopnia, że nawet nie obejrzałem się, jak koncert już dobiegł końca. Trochę heavy, trochę stonera, trochę groove'u, ale w tak dopieszczonej formie, że zespół ze spokojem mógłby występować u boku największych graczy na polskiej jak i zagranicznej scenie muzycznej. Przy muzyce Over The UInder nie można ustać w miejscu, a nóżka sama podrywa do tańca, zwłaszcza przy 70cl. Jest tylko jedna rzecz, której mi brakowało - unoszących się w powietrzu dredów Karola Korniluki (wokal / gitara). Mój obiektyw tak bardzo czekał, aby złapać jakieś zajebiste ujęcie, ale niestety nie pykło. Smutno mi.... 

Jednakże prawdziwa petarda miała dopiero nadejść i to w podwojonej dawce. Jedną z najgłośniejszych, w dosłownym tego słowa znaczeniu, atrakcji w trackie tegorocznego Rockowego Grania był koncert zespołu Proletaryat, który przyciągnął rekordową ilość osób. Był to zarazem najdłuższy, bo trwający dobre 90 min występ, w trakcie którego kapela jak buldożer przejechała przez całe 30 lat swojej działalności. Nie zabrakło zatem numerów z ostatniego krążka Oko za Oko, jak również z debiutanckiego Proletariat. Szlagiery typu Srajmy, Chlajmy,Czarne Szeregi, Hej naprzód marsz, Ziemi Sól, czy przeplatane Nie Kurwa Nie z Karaluchem sprawiły, że nawet najwięksi weterani mogli znów poczuć się młodo. Mimo upływu lat, Oley i spółka nadal mają to p***********e, dzięki któremu my słuchacze możemy dać upust naszej złości, przy okazji dobrze się bawiąc.  

Na deser trafiła nam się słodziutka truskawka na torcie w postaci zielonogórskiej formacji Dormant Dissident. Co prawda, po koncercie Proletaryatu frekwencja pod sceną drastycznie spadła, ale nie przeszkodziło to Arturowi i reszcie chłopaków dać prawdopodobnie jeden z najlepszych koncertów. Dormant jako klasyczne heavy z nutą powera wybrzmiewa na żywo zdecydowanie lepiej niż na debiutanckim krążku Knightmares i podobnie jak Over The Under zespół mógłby ruszyć w trasę po Europie, propagując dobre imię Polski. Tracków jak imienny Dormant Dissident, Son of the Lightning, czy wisielczy Hangman's Dance mogę słuchać bez końca, a w przypadku tego ostatniego aż się prosi, aby fraza Let it go została zaśpiewana w akompaniamencie wokalisty i ogromnego tłumu pod sceną. W zespole drzemie ogromny potencjał, show robią niemałe i ogromną stratą byłoby, gdyby zespół ot tak przepadł bez echa. Kto wie, może kiedyś los się do nich uśmiechnie.

Na koniec wspomnę jeszcze o rodzinnym akcencie festiwalu, gdyż jak już powiedziałem wcześniej, jest on skierowany nie tylko dla fanów dobrej muzyki. W trakcie festiwalu mogliśmy podziwiać przykładowo oldskulowe wehikuły motoryzacji przygotowane przez Lubuski Ruch Klasyków, wystawę sztuki przygotowaną przez Aliszję Krysztofiak, stoisko z proszkiem Holi, czy pokaz motocykli zaprzyjaźnionego klubu Nine Six MC Poland. Jeśli jednak komuś było mało wrażeń, to zawsze mógł dodatkowo wynająć rower wodny i podziwiać Zalew Karaś. Do pełni szczęścia brakowało tylko miejscowego basenu, który od paru lat czeka na solidny remont. Nie da się ukryć, iż piątkowy upał dawał się mocno we znaki i taka opcja kąpieli przyciągnęłaby jeszcze większą liczbę uczestników festu. Zresztą, sam bym skorzystał :D

Podsumowując - Rockowe Granie w Lubsku nie zaprzestaje swych działań i z podniesioną głową patrzy ku przyszłości, nabierając nowego doświadczenia. Co prawda są pewne elementy, które wymagałaby lekkiego dopieszczenia, ale bądź co bądź członkom stowarzyszenia Lubsko Potrafi udaje się osiągać zamierzony cel, jakim jest szerzenie kultury w regionie. Pozostaje tylko liczyć na to, iż czwarta odsłona festiwalu dojdzie do skutku i pokaże się z jeszcze lepszej strony. Trzymamy kciuki i już odliczamy dni od kolejnej edycji!

 

Reklama
Podziel się ze znajomymi!

Galeria

Autor
Skin
Tagi
Rockowe Granie w LubskuProletaryatDormant DissidentHurrockaineNinja Syndrom6BMClumsy WarlocksWarbellBulletRaidFreeTripSquall
Komentarze