Reklama
18-07-2019 |Relacje

Rock na Bagnie 2019 - fotorelacja!

PATRONAT

W tym roku w Goniądzu odbyła się 9. odsłona bagiennego festu. Przez 2 dni na jednej scenie zaprezentowało się blisko 30 zespołów związanych głównie z punkiem. Impreza, która na dobre wpisała się na festiwalowej mapie i na którą warto przejechać kilkaset kilometrów.

Reklama

Pierwszy raz o Rock na Bagnie usłyszałem w zeszłym roku, kiedy to jeden z naszych kolegów opublikował wpis o składzie 8. odsłony festiwalu. Post spotkał się z ogromnym zainteresowaniem i w mig dotarło do nas, że mamy tu do czynienia z imprezą o bogatej historii z wiernymi fanami. 

W bardzo krótkim czasie odezwał się do nas sam Oi!ciec Dyrektor festiwalu, Jacek Żędzian, który jeszcze bardziej podsycił w nas chęć odwiedzenia tej godnie zapowiadającej się, punkowej rozróby na drugim końcu kraju. Ostatecznie jednak nie udało nam się ogarnąć wyjazdu i zostaliśmy zmuszeni wstrzymać się z odwiedzinami do kolejnej edycji. Przyznam szczerze, że nie było to łatwe oczekiwanie, ale skoro powiedziało się "A", to należało powiedzieć również "B". Równe 365 dni później moja stopa stanęła na bagiennej ziemi.

Prawda
Prawda

Kameralny festiwal z przyłożeniem

Impreza oficjalnie wystartowała 5 lipca o godzinie 14:00, aczkolwiek ja i moja dziewczyna przyjechaliśmy na miejsce grubo po 17 (#życie). Sama droga do Goniądza jest interesująca. Po pierwsze, znajduje się na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego, a po drugie, co parę kilometrów można spotkać zabawne, aczkolwiek ostrzegające znaki drogowe w ramach akcji "Jedź ŁOŚtrożnie!". Raczej łatwo się domyślić, do czego one się odnoszą, ale nie ukrywam, że po dziś dzień mam banana na gębie, ilekroć przypomnę sobie to hasło.

Wróćmy jednak do festiwalu. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to rozmiar pola namiotowego. Może nie były to ogromne hektary rodem z Przystanku Woodstock, ale nie po to zjechałem wzdłuż niemal całą Polskę, aby znów poczuć tę przytłaczającą masówkę. Tu właśnie pojawia się pierwszy, zasadniczy plus Bagna - kameralność.

The Pau
The Pau

Jest to jedna z tych imprez, która może i nie jest organizowana z ogromnym rozmachem dla kilkudziesięciu tysięcy osób, ale w żadnym razie nie uważam tego za jakąkolwiek ujmę. Wręcz przeciwnie. Cieszę się, iż z festiwalu bije rodzinna atmosfera, podobna do tej na namysłowskim Czochraj Bobra Fest, mimo że z głośników wybrzmiewa ostra, punkowa muza. Ponadto, bardzo pozytywnie zaskoczył mnie poziom węzła sanitarnego. Przyznajcie, ile znacie festiwali w Polsce, które mogą pochwalić się darmową toaletą "z porcelaną" oraz prysznicami (czasami nawet z ciepłą wodą)? Oczywiście, nie brakowało także pospolitych kranów oraz Toików, ale porcelana robiła swoje i mało kto decydował się na standardowe rozwiązanie, w związku z czym na terenie festu nie roznosił się charakterystyczny zapaszek.

Na plus zasługuje również lokalizacja, czyli miejscowa plaża nad rzeką Biebrzą oraz bliskość do sklepów, dzięki czemu nie trzeba było pokonywać ogromnych kilometrów, aby móc zrobić niezbędne zakupy. Rzecz jasna, na terenie festiwalu działała strefa gastro, dzięki czemu można było chociaż trochę zasmakować regionalnej kuchni, wypić piwko w rozsądnej cenie, czy podładować baterię, racząc się przyzwoitą kawą. Sama scena również wzbudzała we mnie podziw. Nie tylko ze względu na dobre nagłośnienie, ale również z faktu, że to solidna, betonowa konstrukcja z zadaszeniem, której niestraszne są wszelkie załamania atmosferyczne.

Farben Lehre
Farben Lehre

Grać utwory!

Ale dobra, dobra. Skupiłem się na logistyce festiwalu, lecz nie zapominajmy o najważniejszym punkcie imprezy, czyli koncertach zaproszonych gwiazd. W tym miejscu zaznaczę, że z przyczyn niezależnych ode mnie nie udało mi się tym razem uwiecznić aż tak dużej liczby artystów, a foty były robione na kompletnego wariata. Plany były ambitne, miało być kolorowo, ale niestety zawiodła technologia i musiałem pójść na ogromny kompromis, nad czym trochę ubolewam, no ale co zrobić?

A było kogo pstrykać.  W ciągu dwóch dni na jednej scenie wystąpiło blisko 30 zespołów, zaś dzień wcześniej w Goniądzkim Ośrodku Kultury odbył się wieczorek punkowych bardów. Jak już wspomniałem, na Bagno dotarłem dopiero w piątek po południu, ale z tego co udało mi się dowiedzieć, to całkiem w porządku wypadł chociażby występ Hanakuso, który do Goniądza przybył aż z dalekiej Japonii!

Anti-Nowhere League
Anti-Nowhere League

Ale wracając do głównej części relacji, z tych bardziej znanych nazwisk w line-upie znalazły się takie nazwiska, jak np. Corruption, Zenek, Prawda, legendy brytyjskiego punku: Anti-Nowhre League oraz G.B.H, The Outcast, Farben Lehre, Gutek, Redakcja, Moskwa, czy ciekawie zapowiadający się projekt RE[punk]BLIKA z gościnnym udziałem Zbigniewa Krzywańskiego , który finalnie spotkał się z dość mieszanym odbiorem.

Co by jednak nie mówić, koncerty przyniosły wszystkim zebranym masę pozytywnych wibracji, każdy mógł znaleźć coś dla siebie, a pod sceną rozkręciło się niejedno pogo. Z tych mniej znanych kapel bardzo zaskoczyły mnie występy m.in. czeskiej formacji Flaška Visočini, Faulu Technicznego, The Pau, czy Chupacabras. Mimo iż Rock Na Bagnie to przede wszystkim punk i brudne, przesterowane gitary, nie brakowało też lżejszych nut z klimatów reggae, czy ska, w tym występy Skampararas oraz Gutka.

Gutek
Gutek

Przez większość czasu dopisywała pogoda, aczkolwiek w sobotę w godzinach wieczornych doszło do jej znacznego pogorszenia, zaś prawdziwe apogeum nastąpiło podczas nocnych koncertów Redakcji, Chupacabras oraz Moskwy. Mimo jednak nieprzychylnej pogody, publika bawiła się wyśmienicie, a Moskwa pod przywództwem Gumy w ulewnej aurze oraz w mocnym stylu zamknęła dziewiątą edycję Bagna. Co prawda, nie dotarłem pod scenę, ale przyjemnie słuchało się w namiocie tego niesamowitego p***********a!

Warto tu wracać

Gdy już ostatni zespół skończył swój występ, a impreza oficjalnie dobiegła końca, na scenie pojawił się Oi!ciec Jacek, który podziękował wszystkim za obecność oraz nieodzowne wsparcie  i od razu ogłosił, że mimo pewnych pogłosek w przyszłym roku zobaczymy się dokładnie w tym samym miejscu. Niedawno pojawiło się oficjalne wydarzenie i wiadomo już, że Rock na Bagnie X odbędzie się w dniach 3-4 lipca 2020 r. Czy będę? Na bank! To jedna z tych imprez, dla których warto się przemęczyć i przejechać ponad 500 kilometrów. Zwłaszcza, że będzie to jubileusz, a zatem można spodziewać się paru niespodzianek.

Reklama
Podziel się ze znajomymi!

Galeria

Autor
Skin
Tagi
ZenekPrawdaRock na BagnieCorruptionRE[punk]BLIKAFarben LehreGutekGBHMoskwaSkampararas
Komentarze