Reklama
26-03-2018 |Relacje

Punky Reggae Live 2018 - relacja z wrocławskiego koncertu!

Po kilkunastu latach przerwy powróciła legendarna trasa Punky Reggae Live zespołu Farben Lehre. Było niesamowicie, ale nie obeszło się bez małego zgrzytu.

Reklama

Zacznijmy od samego początku. Punky Reggae Live, jak już wspomniałem, to sławna trasa koncertowa, organizowana przez niezastąpioną załogę chłopaków z Farben Lehre, we współpracy z Anetą Wojewódzką. Owa trasa sięga swymi początkami dobrą dekadę wstecz, kiedy to była znana jeszcze pod nazwą Pankregeparty. Głównym zamiarem trasy było połączenie spokojnej muzyki reggae z punkową agresją, w celu przekazania wspólnych idei wolności, tolerancji i szacunku. Niestety, z pewnych przyczyn słynne tournée musiało zostać zawieszone na kilka lat, a fanom pozostało jedynie czekać na rychły powrót.

W końcu trasa uległa reaktywacji i Punky Reggae Live ponownie wyruszyło w Polskę. Oprócz samych panów z  Farben Lehre, skład line up'u tegorocznej edycji uzupełnia Gutek ze swoim solowym projektem, w zależności od miejsca koncertu Big Cyc lub The Analogs oraz specjalnie dobrane supporty. 24 marca 2018 w klubie Stary Klasztor we Wrocławiu potwierdzone zostały występy Siq, Gutka, Farben Lehre oraz Big Cyca i od tego pierwszego zespołu wszystko miało się zacząć. Niestety, coś poszło nie tak...

A mianowicie koncert Siq w ogóle nie doszedł do skutku. W sumie początkowo nawet się zbytnio nie przejąłem tym, iż impreza miała już 10 minutowy poślizg. Żadna nowość, biorąc pod uwagę, że zdarza się to bardzo często i to w przeróżnych miejscach. Tak więc minuty mijały, zespół nie wychodził, ludzie zaczęli się zastanawiać, o co chodzi, niektórzy już zaczynali skandować nazwę kapeli, aby ta wreszcie wyszła...a tu cisza. Po jakiś 30 minutach od planowanego rozpoczęcia na scenie pojawił się Wlazi z zespołu Bethel, który na ten wieczór wcielił się w rolę konferansjera i ogłosił, iż z przyczyn technicznych zespół Siq nie mógł wystąpić. Poczułem lekki zawód, ponieważ miał to być mój pierwszy kontakt na żywo z kapelą i w związku z tym liczyłem na dobrą zabawę pod sceną, no ale stało się, jak się stało. Nie przedłużając więcej Wlazi od razu zapowiedział kolejnego wykonawcę w line upie i sekundę później na scenie pojawił się Gutek ze swoją bandą.

Jeżeli ktoś oczekuję ode mnie szerokiej rozprawy dotyczących moich wrażeń à propos tego występu, to zmartwię go ponownie. Nie mam zbyt wiele do powiedzenia, a powód jest prozaiczny - reggae to nie moje klimaty. Nie słucham tej muzyki na co dzień, nie czuję tego flow unoszącego się w powietrzu, generalnie jest mi bardzo nie po drodze z tym gatunkiem. Aczkolwiek nie powiem, iż show było marne. Publika bawiła się dobrze, będąc na stałym łączu z naładowanym na 100% wokalistą, a oprócz autorskiego setu nie mogło zabraknąć również numerów z repertuaru Indios Bravos. Całość trwała ponad 3 kwadranse, mimo że publika była chętna na więcej. Niestety ramy czasowe nie pozwoliły na dłuższy występ i niebawem na scenie zaczął szykować się kolejny zespół.

O godzinie 20 z minutami swoje show rozpoczęło Farben Lehre. Zebrany tłum pokazał, iż grana przez kapelę muzyka łączy pokolenia. Można było zauważyć stare wygi, jak również dużo młodszą, świeżą krew. Ten koncert Farben Lehre generalnie nie różnił się zbyt wiele od tych, które miałem okazję już zobaczyć w przeciągu ostatnich lat. Po prostu, jak tylko zespół zaczął grać, przy barierkach rozpętało się pozytywne piekło, które w nielicznych momentach tylko trochę się oziębiało. Jeżeli ktoś szedł ku scenie, to musiał wziąć na poprawkę fakt, iż może zastać tam grupę rozszalałych fanów, będących w fazie muzycznej hipnozy, objawiającej się wzajemnym naparzaniem. Biada temu, kto postanowił stanąć przy samym płocie licząc na to, że z tego punktu będzie mógł w spokoju obejrzeć sobie cały koncert.

Jeżeli z głośników wydobywają się dźwięki Erato, Terrorystanu, Matury, Feminy, Ferajny, czy kultowych Spodni z GS-u, to wiedz, że coś się dzieje. A dokładnie konkretny mosh. Owszem, przy takich chilloutach jak Kontrasty, Helikoptery, czy kojących Aniołach i Demonach poziom agresji spadał do zera, ale jednak zdecydowaną większość czasu byliśmy raczeni pełną buntu aurą. W trakcie show doszło również do małej współpracy z Gutkiem oraz gościem specjalnym, którym była Nikola, która tak samo jak Wlazi występująca w zespole Bethel. Nikola oraz Wojtek zagrali wspólnie utwór Zapamiętaj, pochodzący z płyty Achtung2012.

Po Farbenach przyszła pora na gwiazdę wieczoru, a była nim kultowa formacja Big Cyc, która w tym roku świętuje swoje trzydziestolecie! Jak łatwo się domyślić, w ciągu trwającej półtorej godziny sielanki nie mogło się obejść bez nowych kawałków, jak również legendarnych szlagierów. W ramach show odwiedziliśmy Berlin Zachodni, wpadliśmy do Rudego, który się żenił, w utworze Antoni Wzywa Do Broni wychwalaliśmy "najlepszego" ministra obrony narodowej, nie zapominając o innym, równie istotnym dla polskiej polityki człowieku, który odkrył Viva!San Escobar. Zabawiliśmy się w kultowy program Jaka to Melodia, gdzie należało odgadnąć 4 utwory zagrane jeden po drugim (Sąsiady, Niedziela, Wojna plemników, Aktywiści), braliśmy udział w Kręceniu Pornola, powspominaliśmy Babcię Klozetową, potańczyliśmy  przy Piosence Góralskiej, a także zaśpiewaliśmy na jeden głos Piosenkę o Solidarności, Czyli Wszystko Gnije.

Nie da się ukryć, że podczas koncertu nie brakowało docinek ze strony Skiby do obecnego obozu władzy, czy policji zamieszanej w śmierć Igora Stachowiaka. Już spotkałem się z zarzutem skierowanym w stronę zespołu, iż występ był zbyt upolityczniony. No fajnie, ale po pierwsze, Big Cyc chyba nigdy nie krył się ze swoimi poglądami, a po drugie o ile dobrze pamiętam, to Wojtek Wojda też pozwolił sobie dorzucić parę groszy w tym temacie i już nikt nie miał do niego pretensji. Zatem generalnie o co temu komuś mogło chodzić? Nie mam pojęcia.

Po za politycznymi wątkami, cały gig był okraszony mniej i bardziej bardziej śmiesznymi gagami. Non stop byliśmy pytani, co raz bardziej piskliwym głosikiem Skiby, czy aby na pewno chcemy, aby Big Cyc dalej grał i czy nie chcielibyśmy raczej pójść sobie do domu i pooglądać np. publiczną telewizję, albo temu podobne mózgotrzepy. Oczywiście za każdym razem odpowiadaliśmy, że w żadnym razie nie śpieszy nam się do wyjścia, ale chyba nie byliśmy zbytnio przekonujący. Pomijam wzajemne docinki między członkami kapeli, jak np. darcie łacha z Pięknego Romana, który jak to powiedział Skiba, z niewiadomych przyczyn jest przezywany Januszem. Wszak wąsa ni ma.

Nim zespół definitywnie zszedł ze sceny, poleciało jeszcze z 6 bisów! Nastąpiła tradycyjna rekonstrukcja zdarzeń w utworze Tu Nie Będzie Rewolucji, na chwilę odwiedziliśmy Świat Według Kiepskich, nie zapomnieliśmy o biednym Makumbie, a przy zgaszonych światłach oraz odpalonych zapalniczkach i latarkach w smartfonach, rzutem na taśmę odśpiewaliśmy Balladę O Smutnym Skinie.  Na zakończenie sam Skiba postanowił porwać się fali. Tak, dzięki silnym ramionom fanów, prawdopodobnie najcięższy z muzyków formacji przeleciał dobre parę metrów nad parkietem.



Podsumowując - pomijając niewypał z udziałem supportu, całość przebiegła bez większych problemów. Jeśli zastanawiacie się jeszcze nad jednym z pozostałych koncertów, to polecam się wybrać. Nigdy nie wiadomo, czy za rok Punky Regge Live odbędzie się ponownie, chociaż ja jestem dobrej myśli zwłaszcza po tym, co mogłem zobaczyć i usłyszeć.

Reklama
Podziel się ze znajomymi!
Autor
Skin
Tagi
Big CycFarben LehreGutek
Komentarze