Czy chcesz otrzymywać powiadomienia o nowościach na stronie?
Nie terazWłącz powiadomienia

Relacja z koncertu Papa Roach w Progresji - Crooked Teeth 2017!

Koncert insektów w Warszawie był dla mnie jednym z najlepszych klubowych, na jakim byłam! Chłopaki są w wielkiej formie!

Reklama

Od warszawskiego koncertu Papa Roach minęło już kilka dni, a ja wciąż nie mogę się pozbierać. Wciąż trzymają zakwasy po skakaniu, nadal boli kark i bez przerwy japa mi się cieszy, gdy wspomnę poszczególne chwile. Tak, jestem fanatyczką karaluchowatej muzyki, ale trzeźwo myśląc, szczerze powiem, że to był naprawdę świetny koncert, na który nie warto było żałować złotych monet. Zacznijmy jednak od początku, który nastąpił o 13:15 we wtorek.

To właśnie wtedy dotarłam do Antyradia, gdzie Papa Roach było gościem Rockomotywy. Nie byłam oczywiście sama, bo z grupką osób, które wygrały specjalne zaproszenia na spotkanie z Papa Roach. Za swoją wejściówkę mogę podziękować znajomej, która niestety nie mogła pojechać i odstąpiła mi ten zaszczyt. Mam nadzieję, że się kiedyś odwdzięczę za to :)

Choć spotkanie nie było długie, to dzięki uprzejmości Antyradia mieliśmy okazję na fotki z zespołem i uściśnięcie im dłoni. Oczywiście nie zabrakło podpisów płyt, zdjęć i innych gadżetów, które ze sobą mieliśmy. Korzystając z okazji wręczyłam Shaddix’owi woodstockową przypinkę, którą od razu przypiął sobie na klacie. Zapewne wszyscy dobrze wiedzą, jak PR uwielbiają nasz festiwal! I oni dobrze wiedzą, jak bardzo chcemy, by wrócili do Kostrzyna ponownie, więc trzymajcie kciuki, bo może już niebawem… ;)

Po spotkaniu i zwiedzaniu Antyradia pojechałam wraz ze znajomymi po Progresji, gdzie już na długo przed koncertem stała grupka fanów. Od 16:00 trwały spotkania Vip, które były podzielone na dwie grupy, ale nie tylko te osoby obstawiały już wejście! Wierzyć mi się nie chciało, że kiedykolwiek zobaczę taki widok, bo zwykle tyle osób widuję max 30 minut przed otwarciem, a nie na 5-6 godzin przed (słyszałam nawet o porannych ptaszkach, które już tam buszowały) ;) Z czasem kolejka przybrała formę gigantycznej gąsienicy, a mnie zastanawiało, jak się tam pomieścimy. Mało tego - gdy już byłam wewnątrz, kolejka wcale nie malała. Wiedziałam dobrze, że bilety się wyprzedały, ale tłum i tak robił wrażenie!

Sala powoli zapełniała się kolejnymi fanami karaluchowatych i wszyscy wyczekiwaliśmy rozpoczęcia. Rozgrzewkę zaserwowali nam chłopacy z zespołu Heroes Get Remembered. Dla przypomnienia - wystąpić miał Frank Carter & The Rattlesnakes, ale z pewnych powodów zrezygnował on z europejskiej części trasy. O zmianach w supporcie podczas Crooked Teeth 2017 pisałam w jednym z poprzednich artykułów.

Heroes Get Remembered to nie moje klimaty, choć o samej muzyce zespołu nic złego nie mogę powiedzieć. Bardzo przyjemnie słuchało mi się zespołu w domu, gdyż pewne kawałki bardzo relaksowały i wyciszały mnie na wieczór. Na koncercie przyznam, że trochę mniej mnie zachęcili, ale to naprawde tylko kwestia tego, co ogólnie lubię z muzyki. Tłum po środku Progresji się bawił w najlepsze, a ja jakoś nie mogłam się przemóc - powiedzmy, że trzymałam siły na potem. Jedno jest pewne - chłopaki mówili ze sceny, że trzeba się rozgrzać, by nie mieć zakwasów. No i teraz mam za swoje, że nie posłuchałam ;) Sam koncert Heroes Get Remembered był dość krótki, w dodatku z małą przerwą techniczną, ponieważ gitarzyście złamał się uchwyt od paska. Mało tego, po wymianie gitary, ta prawie też nie spadła, jednak muzyk miał refleks. Z opałów wyszli zwycięsko, a brawa publiczności chyba im pomogły w stresowej chwili.

W końcu nadeszło to, na co czekaliśmy. Między sceną, a publicznością zawisła płachta, a emocje rosły z minuty na minutę. Sam koncert się opóźnił kilkanaście minut, ale publiczność radziła sobie z tym skandując “Papa Roach” i bijąc brawo. W końcu nastąpiło mocne uderzenie - płachta opadła, a karaluchowate stworzenia wyskoczyły z utworem Crooked Teeth! Wybuchowy kawałek, który jako pierwszy pojawił się podczas zapowiedzi płyty, w Progresji wręcz zdetonował ekscytację publiki i poruszył do szaleństwa pod sceną! Sytuacja nie zmieniła się podczas kolejnego numeru - Getting Away With Murder! Przecież przy takich nutach nie da się stać jak słup! Choć czasami ścisk pod sceną był taki, że ciężko było się poruszać, niespecjalnie wpłynęło to na jakość wygibasów!

Gdy po wybuchowym rozpoczęciu przyszła pora na Between Angels and Insects nieco się zmartwiłam tym, że publika nie kucnęła. Przyzwyczaiłam się do wyskoku w górę po wstępie, tymczasem nawet Coby nie zachęcił do zachowania tradycji. No ok, czasem się zdarzało, ale jednak dla mnie to moment, który powinien być na stałe wpisany w show, jeśli w secie pojawia się ten utwór. Na szczęście, co się odwlecze to nie uciecze ;)

Miałam nadzieję, że podczas koncertu zostanie zagrany choć jeden kawałek z Time for Annihilation. Mikromarzenie się spełniło, gdyż kapela sięgnęła po utwór Kick in the Teeth! Zaraz potem mieliśmy zaszczyt wysłuchać najnowszego działa Karaluchowatych. Geronimo to całkowita nowość, która zapowiada… kolejny album zespołu! Jeśli myślicie, że coś źle przeczytaliście, to możecie zrobić to raz jeszcze ;)

Mocno rapowy numer, zagrany w niepełnej wersji, zapowiada następne wydawnictwo, które jest już w sporej części zmajstrowane przez zespół. Co prawda, raczej nie zobaczymy płyty w najbliższym czasie, ale wiedzcie, że majowy krążek Crooked Teeth nie oznacza, że muzycy siedzą, nie robiąc nic nowego i jedynie śmigają po koncertach. Czy płyta pojawi się w 2018 roku? Szczerze wątpię, ale na pewno Papa Roach ostro ruszy z jej dopełnieniem, dopracowaniem i promocją po zakończeniu obecnej trasy. Tymczasem przejdźmy do kolejnego kawałka koncertowego. Publiczność nieco przygasła podczas Geronimo, ale to ze względu na wsłuchiwanie się w utwór - zapewne większość, nie śledząc nagrań z koncertów słyszała go pierwszy raz. Oczywiście nie zabrakło braw za premierę.

Born for Greatness wgniotło mnie w fotel już podczas pierwszego przesłuchania, ale na żywo to istna petarda! Równie świetnie brzmi na płycie, jak na koncertach. Publika ożywiła się i znów skakała w najlepsze, a podczas Scars, będąc w środku tłumu, rzadko kiedy można było usłyszeć Coby'ego, bo publiczność zaśpiewała na pełny regulator cały utwór razem z nim. Z kolei Periscope, który pokochałam nieco później ze względu na delikatnie popową formę, wypadł również smacznie. Choć podczas występu nie było Skylar Grey, Shaddix świetnie zaśpiewał jej partię. Podobnie jak w utworze Gravity, który należy do jednych z najciekawszych kawałków grupy z gościnnymi występami. Choć tu przyznam, że brakowało mi zachrypniętego głosu Marii Blink, który jest zwieńczeniem całej treści utworu.

W dalszej części setu PRoachowcy zaprezentowali też cover zespołu Blur - Song 2. Woo-hoo! Przed kolejnym numerem, Jacoby poprosił o zejście do parteru, co publika oczywiście wykonała posłusznie. Wydarzyło się coś, na co czekałam przy Between Angels and Insects. Tym razem wyskok był uświetnieniem dziewiątej nuty z najnowszego wydania. Wszystko wypadło tak Traumatic’znie, że cieszyłam się, iż w secie zespół przewidział zwolnienie szaleństwa na rzecz odpoczynku podczas Forever. W dodatku na końcu muzycy płynnie przeszli do refrenu utworu In the End Linkin Park. Tym samym uczcili pamięć swojego dobrego kolegi Chestera Benningtona, który popełnił dwa miesiące wcześniej samobójstwo. Jacoby oczywiście powiedział parę słów odnośnie tego.

Zbliżając się do końca mogliśmy jeszcze delektować się dźwiękami i wspaniałym tekstem American Dream, a potem po raz kolejny zaszaleć przy kawałku z płyty Lovehatetragedy. Mowa oczywiście o She love me not! Po tym nadszedł czas na Lifeline. Zwolniona wersja utworu przyprawiła mnie o dreszcze i obudziła wszystkie zmysły. Coś niesamowitego, jak pięknie można zaaranżować własny kawałek, by wywołał zdumienie na nowo! Podejrzewam, że podczas ostatniego utworu było nas słychać nawet na pobliskim przystanku. Help, o którym zespół bardzo dużo się wypowiadał podczas zapowiedzi Crooked Teeth, rozbrzmiał jak hymn. Bo jak inaczej miało być? ;)

Myślicie, że to naprawdę koniec? Wiem, że przydługa ta relacja, ale… Nie, po prostu zespół nie skończył - bez bisu by się nie obeszło! Już po, bardzo krótkiej, przerwie miałam odpowiedź na moje pytanie, które zadałam podczas recenzowania płyty - Jak wypadną wstawki “N.O.N.E. of the A.B.O.V.E.” na żywo? Mój tyłek został w Progresji wręcz skopany tym utworem. Szalenie dobry kawał roboty - zarówno zespołu, jak i publiki. Wspólne literowanie, czy akcentowanie pewnych wątków… Ocena celująca! Bisowym numerem dwa była bomba, która zerwała wiele osób z tyłu do pogowania. Dead Cell jak zawsze został zagrany mocno ze specyficzną siarczystością! Dodatkowo Papa Roach zabawiło się w quiz typu “jaka to melodia” grając kilka pierwszych nut. Kto trafił? ;)

Last Resort to kolejna wisienka na karaluchowatym torcie koncertowym w Progresji. Łącznie z To Be Loved po raz kolejny eksplodowaliśmy od całej zajebistości muzycznej połączonej z ekscytacją. I choć cały klub wiedział, że to naprawdę koniec, ludzie, choć zlani potem, byli uradowani. W kierunku muzyków leciały ogromne brawa, wielkie piski i okrzyki uznania!

Próżno wymieniać mi wszystko, co działo się podczas koncertu. Ścianki i młynek to mała część tego, co zajęłoby mi kolejnych parę tysięcy liter na stronie. Nawet iPhone nie jest tak amazing w swoich reklamach, jak to, co wytworzyła piątka chłopaków z Papa Roach! Piszę piątka, bo przecież Anthony już od dawna pojawia się na scenie, a nie działa tylko poza nią. Ma ciekawą barwę głosu, która uzupełnia chórki, atrakcyjnie zarządza kilkoma instrumentami na raz i ma niekonwencjonalne pomysły, a przede wszystkim czuć, że podziela pasję reszty bandu. Prawdziwe PRoach Family!

Po show wiele czasu trzeba było przeczekać, by zespół wyszedł i przed autokarem spotkał się z fanami. Mimo chłodu, spora część publiczności wyczekiwała tego momentu i oczywiśnie Jacoby, Tobin, Tony oraz Jerry nie zawiedli jej. Tak samo jak na antyadiowym spotkaniu, rozdali autografy i pozowali do wspólnych zdjęć ze swoimi sympatykami.

Szkoda, że aż 4 lata musieliśmy czekać na powrót Papa Roach do naszego kraju od ostatniego osobnego show. Żałuję, iż zahaczyli jedynie o jeden punkt, ale cieszę się, że udało mi się tam być. Gdy człowiek uświadomi sobie, że śpiewa piosenkę wraz z swoim ulubionym bandem, łezki radości napływają do oczu. Dodatkowo po głowie chodzi mi kilka faktów, które mówią, iż już niebawem Insekty wrócą. Wiecie o czym piszę - Woodstock Festival! Już rok temu mieli wystąpić, ale czuję pod skórą, że tym razem… ;)

Na koniec przepraszam, jeśli coś pomieszałam w kolejności utworów, ale choć pamiętam wszystkie kawałki jakie zagrali, to jednak samo ułożenie chronologiczne jest w tym momencie dla mnie nieco za mgłą i musiałam wspomagać się setem z sieci. Mimo wszystko, wspomnienia i emocje wciąż tkwią mi w mojej główce i każda najmniejsza dawka wyciągnięta na powierzchnię sprawia, że turlam się z radości pokoncetowej!

Sam set, który Papa Roach przygotowało na występ w Progresji podczas trasy Crooked Teeth 2017 wyglądał tak:

  • Crooked Teeth
  • Getting Away With Murder
  • Between Angels and Insects
  • Kick in the Teeth
  • Geronimo
  • Born for Greatness
  • Scars
  • Periscope
  • Gravity
  • Blur - Song 2 (cover)
  • Traumatic
  • Forever
  • American Dreams
  • She Loves Me Not
  • Lifeline
  • Help
  • None of the Above
  • Dead Cell
  • Last Resort
  • ...To Be Loved
Reklama
Nie przegap nowości!
Polub nasz profil na FB!
Już lubię. Nie pokazuj ponownie.
Nie przegap ważnych informacji!
Otrzymuj powiadomienia o nowościach na stronie
NieTAK
Nie przegap nowości!
Polub naszą stronę na Facebooku!
Już lubię. Nie pokazuj więcej tego komunikatu.