Reklama
25-08-2018 |Relacje

Niech Cisza Milczy VII - fotorelacja

Siódma edycja festiwalu odbyła się tradycyjnie w Pyskowicach w sobotę 18 sierpnia 2018. W trakcie imprezy wystąpiło sześć zespołów.

Reklama

Szał na letnie festiwale powoli dobiega końca i wypadało, abym w końcu ja sam wybrał się na jakiś w okolicy. Kiedy Wiewiórka pojechała pod koniec czerwca na festiwal w Gardłoryki, poznała jedną z występujących wtedy kapel - Spatial. Okazało się, iż perkusista zespołu, Bocian, jest organizatorem innego, śląskiego festiwalu, Niech Cisza Milczy, odbywającego się co roku w Pyskowicach w dzielnicy Dzierżno.

Jako że NCM miał mieć miejsce niecałe 2 tygodnie po Pol'and'Rock, a dojazd z Wrocławia nie był wcale taki zły (w przeciwieństwie do powrotu), stwierdziłem, że może i warto się wybrać po raz pierwszy w nieznane? Co prawda, kilkukrotnie zmieniałem zdanie, ale ostatecznie skusiłem się choćby i tym, iż w line-upie widniały pewne dwie pozycje, z czego jedną już miałem okazję zobaczyć na żywo, a z drugą miałem dopiero się zaprzyjaźnić. Ale zacznijmy od początku.

Po niezbyt męczącej podróży pociągiem do Pyskowic oraz krótkim spacerze lasem, w końcu dotarłem do małego Dzierżna. Po drodze mijała mnie dostawa świeżych toików, tak więc nie miałem żadnych wątpliwości, że idę w dobrym kierunku ;) Pierwsze wrażenie po przybyciu? Bardzo kameralnie, co w sumie nie było dla mnie żadnym problemem. Po gigantycznym kostrzyńskim festiwalu potrzebowałem dla odmiany czegoś zdecydowanie mniejszego, więc ten aspekt jak najbardziej został spełniony. Pogoda również dopisywała i pod żadnym względem nie zanosiło się na jakiekolwiek załamanie atmosferyczne. Szybkie pytanko o akredytacje, przywitanie z ludzikami za sceną, małe integrejszyn i parę minut po 14:00 rozpoczęło się przedstawienie.

Tego dnia na festiwalowej scenie zaprezentowało się łącznie 6 formacji:

  • progresywne i bardzo melodyjne Hegemony
  • znający się na swoim fachu i nigdy niezawodzący zawodnicy ze Scylla
  • nasi południowi sąsiedzi, czyli słowackie Doomas,
  • z samego końca świata, czyli malowniczej Malty, mroczni black metalowcy z Martyrium,
  • prosto z otchłani piekła i krainy wiecznego cierpnienia muzycy z Mentor
  • oraz czarna perła i zarazem headliner wieczoru, który jak zwykle przygniótł swym ciężarem wszystko co żywe, warszawskie Obscure Sphinx

Pierwsze skrzypce należały do Hegemony. Materiał, który zaprezentowała kapela niekoniecznie wstrzelił się w moje gusta. Bądź co bądź, progresywne klimaty a'la Opeth są dalekie od moich ulubionych, ale złego słowa nie mogę powiedzieć chociażby o wokalistce Valyen Songbird. Wokalnie pierwsza klasa i po koncercie jeszcze raz postanowiłem prześledzić twórczość zespołu, aż trafiłem na cover Pieśni Priscilli (fani growego Wiedźmina wiedzą, o jaki utwór chodzi) w wykonaniu Valyen. Mówiąc krótko - wgniotło w krzesło.

Kolejna według rozpiski była, pochodząca ze Szczecina, formacja Scylla. Po tej ekipie wiedziałem czego się spodziewać i tym razem również się nie zawiodłem. Tłuste, nisko nastrojone gitary, wydające z siebie jeszcze tłustsze i cięższe w odbiorze riffy, przeplatane z agresywnym wokalem. Mix metalcore, djentu i paru jeszcze innych smaczków, który daje na żywo wybuchową mieszankę, i przy której trudno odmówić sobie headbangu czy małego pogo. Scylla nie bierze jeńców, Scylla po prostu bije bez skrupułów po pysku.

Po energicznym wykonie przyszła ponownie pora na wolniejsze klimaty, i to dużo bardziej ponure, niż to było w przypadku Hegemony. Słowacki Doomas to kolejna kapela, której koncept średnio do mnie przemówił. O ile lubię czasami odpalić klasycznego dooma rodem z Candlemass, o tyle połączenie melancholijnego rytmu z death metalowym darciem nie uznaję za idealne połączenie dla siebie. Za grubo nawet jak na mnie, ale nie dla publiczności, która dała się ponieść! Sami muzycy będą dobrze wspominać ten wieczór, gdyż przyjęcie w Pyskowicach bardzo im się spodobało, a swoje pięć groszy dodał wokalista, basista i zarazem założyciel formacji, Peter Doomas Bet'ko. Na razie 1:2 jeśli chodzi o rozpierdol na scenie.

Kolejni goście przybyli z bardzo, ale to bardzo daleka, bo aż z małej wysepki, która zwie się Maltą. Założony w miejscowości Luqa zespół Martyrium wie, jak przyciągnąć uwagę widza. Głównie za sprawką scenicznego image'u, obok którego trudno przejść obojętnie. Corpsepaint, zbroje, czy czarna szata wokalistki Sandry Misanthrope, której twarz przysłaniała złota kozia maska. Generalnie jestem mile zaskoczony, ponieważ zapoznając się wcześniej z materiałem (z czasów, gdy funkcjonowały 2 wokale), miałem bardzo mieszane uczucia, wręcz negatywne, ale show z wyłącznym udziałem Sandry za mikrofonem odebrałem już znacznie lepiej. Dalej ciężko mi jest się przekonać do zastosowanych melodyjnych wstawek i może samo show nie sprawiło, że wyskoczyłem z butów, ale miło było posłuchać tej blackmetalowej torpedy, jaka wybrzmiała z głośników. No i przy okazji napstrykać parę fot koziołkowi ;)

Fazę na Mentora nabrałem całkiem niedawno i przed festiwalem niemiłosiernie katowałem płytę Guts, Graves and Blasphemy. Co prawda, zanim Mentor wyskoczył na scenę nastąpiła dość długa przerwa, ale w chwili, jak tylko muzycy nam się ukazali i zagrali pierwsze nutki, rozpoczęła się istna metalowa masakra. Oj tak. Był to właśnie jeden z tych punktów tegorocznego Niech Cisza Milczy, na który bardzo czekałem i moje oczekiwania zostały jak najbardziej spełnione. Tutaj nie było miejsca na jakieś przesadne zagadywanie publiki, rzucanie suchymi żartami, czy jakikolwiek przebacz. Kapela po prostu wyszła i od dechy do dechy ograła cały materiał z debiutanckiego krążka. Miło było posłuchać w końcu na żywo Gimme Yer Blood, Satan's Whore Werewolves, czy mojego ulubionego Night of The Satanic Werewolves. Nawet udało się rozpętać małe piekiełko, z kolei moja dusza doznała błogiego stanu, chociaż prawdziwy muzyczny orgazm miał dopiero nadejść.

Co jak co, ale pod względem headlinera ciężko jest mi wskazać lepszą propozycję. Nie ukrywam, iż to właśnie Obscure Sphinx był tym wyznacznikiem, przez który postanowiłem zainteresować się festem, czego po dziś dzień w ogóle nie żałuję. Nie żałuję tego, że powrót do Wrocławia zajął mi prawie pięć godzin i musiałem trochę na wariata, najpierw udać się do Gliwic, później do Katowic, żeby w świętym spokoju móc już skierować się ku Wrocławowi (mając znów po drodze Gliwice). Wielebna z ekipą ponownie odstawili taki pokaz, iż mimo ogromnego zmęczenia towarzyszącego po zakończonym festiwalu, nadal byłem cholernie zadowolony z całego dnia. Sam koncert nie różnił się od tego, który miałem okazję zobaczyć w kwietniu, kiedy kapela supportowała Batushkę. Show rozpoczęło tradycyjnie Nothing Left, a w secie nie mogło zabraknąć Nastiez oraz Lunar Caustic. Po tych trzech numerach duchem byłem już w kompletnie w innym świecie.

Niby cała set lista składa się z 5 bądź 6 utworów, no ale ta panująca magia, ten ciężki do opisania klimat sprawiają, że zegarowa godzina mija naprawdę szybko, mimo że utwory same w sobie do szybkich nie należą. Koncert był na tyle wspaniały, że wracając w kierunku centrum miasta spotkałem dwóch miejscowych weteranów czystego heavy, którzy dotarli na festiwal bardziej z przypadku, a sam występ Obscure Sphinx zrobił na nich tak piorunujące wrażenie, że panowie mieli jedno wielkie pozytywne WTF we łbie. Tego koncertu nie idzie opisać słowami, to trzeba po prostu przeżyć samemu.

Podsumowując mój może niezbyt porywający esej - nie żałuję żadnej minuty spędzonej na festiwalu. Może to nie jest impreza robiona z grubej rury, nie ma tony fajerwerków oraz nie wiadomo jakich wodotrysków, ale jak na kameralny festiwal tworzony, bądź co bądź, przez samych muzyków, stoi on na zacnym poziomie. Przed występem Obscure Sphinx na scenie pojawił się Bocian, który podziękował wszystkim zebranym i jednocześnie zaznaczył, iż w przyszłym roku spotkamy się w znacznie większym miejscu. Gdzie dokładnie? Nie wiadomo, ale na pewno będzie zajebiście! Ja się już szykuję, bo to jest wydarzenie, w którym naprawdę warto wziąć udział. Oby rok szybko minął!

Reklama
Podziel się ze znajomymi!

Galeria

Autor
Skin
Tagi
Niech Cisza MilczyObscure SpinxDoomasScyllaMentorHegemonyMartyrium
Komentarze