Reklama
24-04-2018 |Relacje

Wrocławski półfinał Eliminacji do Pol'and'Rock Festival 2018 - fotorelacja!

Tegoroczna edycja Eliminacji do Najpiękniejszego Festiwalu Świata właśnie wystartowała. 21 kwietnia we Wrocławiu odbył się pierwszy, półfinałowy koncert, w trakcie którego zagrało 10 kapel oraz dwaj goście specjalni.

Reklama

Jak co roku organizatorzy Pol'and'Rock Festival organizują specjalny przegląd muzyczny, mający na celu wyłonienie tych zespołów, które wystąpią na deskach którejś z kostrzyńskich scen. Eliminacjom zawsze towarzyszą niesamowite emocje.

Pierwszy etap Eliminacji polega na przysłaniu płyt przez zespoły, które następnie podlegają surowej ocenie przez jury w składzie: Jerzy Owsiak, Andrzej Puczyński, Piotr "Dziki" Chancewicz, Tomasz "Kasprol" Kasprzyk oraz Krzysztof "Milkee" Dobies. Te bandy, które przejdą pomyślnie proces rekrutacji, kwalifikują się do półfinałowych koncertów, które odbywają się z reguły w paru miastach w Polsce. Do tego etapu przechodzi, plus minus, 30 kapel, które następnie muszą się zaprezentować od jak najlepszej strony, aby tym samym dobrze wypaść przed jury i publicznością. To tak w bardzo wielkim skrócie, gdyby ktoś nadal nie wiedział, jaka jest idea owych Eliminacji. Przejdźmy zatem do konkretów, czyli jak przebiegł pierwszy z trzech, krajowych, półfinałowych koncertów.

21 kwietnia 2018 we wrocławskim klubie A2 zaprezentowała się pierwsza dziesiątka kapel. Po godzinie 16:00 klub zaczął powoli wypełniać się pierwszymi widzami, natomiast na samej scenie pojawił się zespół Dreamheart. Jak to bywa w przypadków koncertów, pierwszy zespół zawsze ma najgorzej, bo to on musi rozgrzać zebraną publiczność. Czy w takim razie kapela z Rzeszowa poległa już na dzień dobry? Wprost przeciwnie. Mimo niełatwego zadania, zespół odważnym krokiem wparował na scenę i rozpoczął pop-rockową balangę. Co prawda, w trakcie 20 minutowego setu nie byliśmy świadkami jakiś specjalnych fajerwerków, ale całość wypadła nad wyraz dobrze.

Po Dreamheart swoją szansę otrzymał zespół Manchiz. Przyznaję, że ten występ wypadł bardzo przyzwoicie. Przede wszystkim zwrócę uwagę na fajnie dostrojony bas, który, w przeciwieństwie do zdecydowanej większości innych kapel, był dobrze słyszalny, jak zwykłe wiosła, a po drugie jego brudny i głęboki dźwięk powodował, iż trudno było oprzeć się gibaniu słoniną. W skrócie - gitarowe woogie boogie pełną gębą. Aż chciałoby się posłuchać tego więcej, niż przewidywał z góry ustalony czas.

Po rockowych brzmieniach, przyszła pora na pierwsze metalowe przyłożenie. Ten przywilej przypadł zespołowi Horrorscope, który przywitał nas porządną dawka thrashu. Jako miłośnik ostrego jak żyleta dźwięku bawiłem się wyśmienicie zarówno robiąc foty, jak i słuchając tych agresywnych riffów. Pochodząca z Górnego Śląska grupa pokazała, że w naszym kraju istnieją bandy, które bardzo dobrze czują ten rodzaj muzyki i wiedzą, co tygryski lubią najbardziej - masę przesteru i mocnego łojenia!

Metalowa rzeźnia nie trwała jednak zbyt długo, ponieważ zaraz po Horrorscope na scenie pojawił się skrajnie odmienny St. James Hotel! Muzyczne trio wyposażone w perkusistę, basistę oraz wokalistę z elektroakustykiem nie wywarło od razu na mnie pozytywnego wrażenia. Powiem więcej, byłem wręcz uprzedzony, że to będzie jeden z wielu słodko-pierdzących tworów, poruszających tematykę miłości i temu podobne klimaty, czyli zdecydowanie, nie moje podwórko. Jak się jednak okazało, St. James Hotel pokazał drzemiący w nim pazur, a zaprezentowany set wypadł powyżej moich oczekiwań. Na moje wyrazy uznania zasługuje sam wokal, ze względu na barwę głosu i wysokość skali. Wszystkie nutki zostały zaakcentowane z chirurgiczną precyzją, a przy utworze Wolność wręcz dałem się porwać.

Po Ślązakach znów mogliśmy doznać mocniejszych brzmień. Tym razem w wykonaniu poznańskich wariatów z HOPE. Kapela powoli szykuje się do wydania swej najnowszej płyty, a podczas występu we Wrocławiu zaprezentowała utwór Miłość. Wybór tego utworu osobiście mnie zaskoczył, ponieważ dzień wcześniej grupa zaprezentowała klip do utworu Alkodisko i to właśnie jego spodziewałem się usłyszeć na żywo. No cóż, miła niespodzianka. Poza nim, grupa z głównodowodzącym Kroto na wokalu szybkim tempie przejechała przez najważniejsze pozycje z płyty Da Best Of, robiąc tym samym niesamowity gnój na scenie i pod nią. W trakcie występu nie mogło się obejść bez porządnego pogo, a ono jeszcze nigdy nie wypadło blado. Na samej scenie natomiast panował niezgorszy chlew. Mimo braku Zimy na pokładzie, kapela zdołała na nowo oswoić się z materiałem, w wyniku czego wszystko wypadło tak, jak miało być.  W skrócie - był BANG!

Po pięciu eliminacyjnych kapelach, przyszedł najwyższy czas na występ pierwszego z zaproszonych gości. Podczas wrocławskiego półfinału na scenie zagrali Chorzy, z mocno niezrównoważonym psychicznie Olkiem Różankiem. Dlaczego niezrównoważonym? No cóż, obserwując jak wokalista latał z miejsca na miejsce, robiąc przy okazji masę dziwnych min, trudno jest mi uznać ten zespół za normalny. Z resztą, nazwa nie mogła się wziąć z przypadku. Co to za Chorzy, którzy nie robiliby porządnego przypału? Tak czy inaczej, pierwszy raz przyszło mi obcować z tą kapelą i pod względem całości pozamiatali. Od muzyków czuć specyficzny flow, który podrywa publikę z kolan i nie pozwala jej paść z powrotem. Jednym słowem w A2 zapanowało totalne szaleństwo i ciekaw jestem, czy podczas ewentualnego koncertu na Dużej Scenie tegorocznego Pol'and'Rock grupa dałaby równie mocny koncert, co w minioną sobotę. Byłoby fajnie, gdyby tak ;)

Przechodzimy do mojego, nie ukrywajmy, faworyta Eliminacji. MetKę miałem okazję poznać już dawno temu, bo przeszło w 2014 roku. Od tamtej pory nieprędko było mi dane usłyszeć tych powaleńców raz jeszcze, aż do koncertu we Wrocławiu. I powiem tak - warto było czekać! Oj co tam się działo. Jest to jeden ze ska-podobnych bytów, który na żywo miażdży swoim wykonem. Nagrania studyjne nie oddają pełni mocy. Tej muzyki, jak i samych członków zespołu, nie da się nie lubić, a zwłaszcza wokalisty Kowala. W kwestii melodii wszystko ze sobą współgra w najmniejszym calu, a fragmenty z dwiema trąbkami tylko podkreślały sielankowy, a zarazem ostry, charakter kompozycji. Taki hit jak Chodź tu do mnie można słuchać bez końca, rozpływając się w tym małym morzu dźwięków. Dla mnie koncert MetKi rozniósł klub po całości i pomyślałem sobie, że bardzo przykro by było, gdyby nie udało im się dostać do ścisłego finału, bo po prostu na to zasługiwali.

Następny projekt, podobnie jak St. James Hotel, potraktowałem delikatnie z góry. Będąc na miejscu, a dokładnie w ogródku piwnym, rozmawiając ze znajomymi, nie byłem nawet świadom tego, że kapela już rozpoczęła swój występ. Biegiem poleciałem pod scenę, wyciągnąłem aparat, zaczynam pstrykać foty, słucham co do mnie dociera z głośników i sobie myślę... dobre! Nie był to może mój świat, ale muzyka zaprezentowana przez projekt Maja & Dandysi powodowała, że nóżka sama tupała do rytmu. Może czegoś tam brakowało, może nie był to występ moich marzeń, a wyczuwalne, alternatywne rytmy lat 80-tych nie spowodowały u mnie opadu szczęki, ale jak sobie pomyślę o wokalistce, od której, mówiąc wprost, ciężko mi było oderwać obiektyw.... Oj na miejscu jury od razu wysłałbym ten projekt na Dużą Scenę i nie, ani trochę nie byłoby to podejrzane :D

Kolejny band ponownie zabrał nas w rejony ciężkiego metalu. Tym razem jednak było jeszcze masywniej i jeszcze głośniej. Otóż, z bardzo destrukcyjnej strony zaprezentował się zespół Neshorn, racząc nas dźwiękami charakterystycznymi dla solidnego groove metalu. Publice bardzo spodobał się prezentowany przez zespół materiał, czego zwieńczeniem była, jedyna tamtego wieczoru, ogromna ściana śmierci! Zespół bawił się wyśmienicie, machał swoimi kudłami na lewo i prawo, a zebrani pod sceną ludzie nie oszczędzali się w masywnym pogo. Czy potrzeba było czegoś więcej? Gdzie tam. Zaserwowane przez formację mięso było wystarczające.

Przedostatni na scenie, z eliminacyjnego składu, zaprezentował się Dream Atlas. Tutaj jednak ograniczę się do bardzo krótkiego werdyktu - było ok, zespół nie odwalił jedynie pańszczyzny, ale mnie osobiście nie porwało. Podobnie było z ostatnim zespołem Czaqu, z bardzo sympatycznym wokalistą i zarazem klawiszowcem. Koncert równie energetyczny, co parę poprzednich, a publika kupiła band bez mrugnięcia okiem.

Na koniec przyszła pora na występ gwiazdy wieczoru, czyli Nocnego Kochanka. O załodze Krzysia Sokołowskiego raczej nie ma potrzeby się rozpisywać, ponieważ zespół zagrał już chyba w każdym zakątku Polski i na bank słyszała o nich znaczna część narodu. Koncertowo występ nie różnił się niczym - standardowa impreza pod hasłem Hewi Metal Pany. Tłumy pod sceną dowodzą, iż mimo przeżartego już materiału z obu płyt (Hewi Metal, Zdrajcy Metalu), ich koncerty nadal cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Zresztą, kto był na zeszłorocznych Eliminacjach w Warszawie oraz podczas występu na Dużej Scenie, wtedy jeszcze Przystanku Woodstock, ten wie, co się w działo. Bardzo podobnie było i tym razem. Poniedziałek, Zdrajca Metalu, Dziewczyna z Kebabem, Minerał Fiutta, bez tych szlagierów nie mogło się obejść. Był to najbardziej rozpalony moment sobotniego wieczoru, a w klubie zapanowała doprawdy wysoka temperatura.

Po godzinie 23 z minutami na scenie pojawiło się szanowne jury. Niestety, wyjątkowo na miejscu zabrakło najważniejszej osoby związanej z fundacją WOŚP, Jurka Owsiaka. I tak każdy z członków komisji ogłaszał wyniki wrocławskiego półfinału. W efekcie do wielkiego Finału, który odbędzie się 30 czerwca 2018 w Warszawie, zakwalifikowały się kapele HOPE, Horrorscope oraz Dream Atlas. Na Małą Scenę Pol'and'Rock Festival z automatu dostały się zespoły MetKa oraz Dreamheart, natomiast na Scenie Lecha zaprezentuje się St. James Hotel! Zespołom gratulujemy, a już 19 maja 2018 widzimy się na drugim koncercie półfinałowym. Tym razem w Poznaniu w Centrum Kultury Zamek ;)

Reklama
Podziel się ze znajomymi!

Galeria

Autor
Skin
Tagi
Eliminacje do Pol'And'Rock FestivalHopeNocny KochanekCzaquDreamheartDream AtlasManchizHorrorscopeChorzyMetkaSt. James HotelMaja & DandysiNeshorn
Komentarze