Reklama
20-12-2018 |Recenzje

Thrudy - Nieoczekiwane Wzloty. Inscenizowane Upadki - recenzja

Lubię odkrywać takie zespoły jak Thrudy! Nie chodzi tu konkretnie o gust muzyczny, ale przede wszystkim o ofertę, jaką daje band. O to, że muzyka kapeli jest tak różnorodna, że nie można być pewnym kolejnego numeru.

Reklama

Nieoczekiwane Wzloty. Inscenizowane Upadki to debiut płytowy bełchatowskiego zespołu. Choć formacja istnieje od 2007 roku, dopiero z początkiem tego roku album ujrzał światło dzienne. Trzeba przyznać, że fani długo musieli czekać na longplay, ale jestem przekonana, że było warto.

Muzykę, jaką oferują Thrudy, ciężko sklasyfikować. Z jednej strony mamy do czynienia z typowym alt-rockiem zmieszanym z nurtem punka, z drugiej czuć mocny wpływ reggae i ska. Do tego dochodzą efekty elektroniczne, które także urozmaicają poszczególne kawałki. Przez ostatni czas wsłuchiwałam się w 14 utworów, które znajdują się na debiucie i przyznam, że przy każdym kolejnym odsłuchu wciąż odkrywam nowe dźwięki.

Cała płyta zasługuje na uwagę, choć przyznam, że zdążyłam się szczególnie zaprzyjaźnić z kilkoma utworami, które poruszyły mnie w jakiś szczególny sposób. Jednym z nich jest Czerwona szpilka. Punkowość przełamana delikatnymi nutami skrzypiec wręcz wkradła się do mojej głowy i nie ma zamiaru wychodzić. To utwór o dość skromnym, acz bardzo wymownym tekście, a sposób, w jaki śpiewany jest refren, kurczę… no zwrócił moją całą uwagę. To tylko kilka słów, a mają moc! 

Ja cię lubię, akceptuję
Ja cię lubię, ja szanuję!

Podobny klimat znalazłam w kawałku Odzwyczaj, gdzie udziela się również damski wokal - choć jest go niewiele, jest uroczy. Z resztą, cały utwór jest głęboki i zwyczajnie przyjemny w odbiorze. Słuchając tych kawałków przypomina mi się koncert z okazji 40-lecia KSU z grupą Orkiestry Jednej Góry Matragona. Oj tak, to ta sama przestrzeń, ten sam nurt. Dla mnie cudo

A może nieco reggae? Spacerując czy Głębiej to chyba dwaj najsilniejsi reprezentanci tego gatunku. I choć za reggae specjalnie nie przepadam, to utwory na pewno bardzo urozmaicają płytę, jednocześnie wpisując się w jej stylistyczny całokształt. Wtrącę jedynie, że z drugiego tytułu bardzo podobają mi się perkusyjne bicia w przerywnikach. Gdy gitary mkną po delikatnym obłoczku, gary potrafią dołożyć swoje 3 grosze werblem do tempa, co świetnie brzmi i jednocześnie zachowuje harmonię stylu.

Żeby nie było, że tylko lżejsze nuty chwalę... bo jednak płyta w dużej mierze zdominowana jest przez punkowe bicie. Co prawda o różnym nasyceniu brzmienia i bez typowej siarczystości, ale jednak mocno nawiązuje do korzeni, z których kapela wyrosła. Możliwe, że może coś pominęłam, ale tylko w utworze Carva znalazłam wulgaryzm. Pewnie bym nie zwróciła na niego uwagi i całkiem pominęła temat, ale słówko jest użyte w tak dobrym miejscu, że znacznie podkreśla przekaz i jego ton. Sam tekst jest żywy i działa na wyobraźnię, a do tego świetna intonacja dodaje tego specyficznego, wartościowego czegoś.

A co ze wspomnianą elektroniką? Odpowiedź jest m.in. w numerze Electryczny Berlin. Nowoczesne brzmienia klawiszy rodem z SF w połączeniu z alternatywnym punkiem to naprawdę dla mnie coś nieszablonowego, z czym jeszcze się oswajam. Mnie nie bardzo poruszają tego rodzaju zabiegi, ale jestem ich ciekawa w wersji koncertowej. Znacznie lepiej odbieram elektro-rock na żywo, gdzie przy dodatkowych emocjach idzie naprawdę poszaleć pod sceną. A ten numer z pewnością pasuje na takie hulanki!

Dla kogo płyta? Dla słuchaczy, którzy cenią sobie wczesną twórczość chociażby takich formacji, jak  Happysad czy KSU. Przynajmniej moje ucho wyłapało sporo melodii tego klimatu, zarówno w sposobie śpiewania, jak i samej warstwy instrumentalnej. Panowie z Thrudy wyłapali wiele wątków z dobrego, starego grania i umiejętnie złożyli w swojej twórczości.

Krążek Nieoczekiwane Wzloty. Inscenizowane Upadki trafi na pewno do szerokiego grona odbiorców - zarówno dla tych szukających głębokich, balladowych utworów, jak i żywych numerów, które dostarczą energię. Znacie to uczucie, gdy zakładacie słuchawki na uszy, a nogi zaczynają same tańczyć w rytm muzyki? No to koniecznie posłuchajcie kawałka Zobacz. Z kolei dla głębszych przemyśleń polecam tytuł Palestyna. Cały album to przemyślane i dopieszczone kompozycje instrumentalne, okryte inteligentnymi tekstami. Pozostaje mi pogratulować muzykom oraz osobom, które udzielały się na płycie i mieć nadzieję, że na kolejne wydawnictwo nie będzie trzeba tak długo czekać. Już przez samą Czerwoną Szpilkę stałam się fanką, a na płycie jest znacznie, znacznie więcej ujmujących melodii. 

Reklama
Podziel się ze znajomymi!
Autor
Wiewiórka
Tagi
Thrudy
Komentarze