Reklama
15-11-2017 |Recenzje

Snowblind - Before I die I want to... - recenzja EPki

PATRONAT

Już od jakiegoś czasu raczą mnie nuty EPki i przyznam, że wyjątkowo szybko się z nią zaprzyjaźniłam. To krążek, po przesłuchaniu którego jestem smutna, bo chciałoby się więcej.

Reklama

Trochę trudno uwierzyć, że jest to debiutancki krążek. Nie brzmi jak pierwocina, która zwykle kojarzy mi się z średniej jakości nagraniem “na setkę“ w low-endowym studio. Tego tu na pewno nie znajdziecie. Zamiast tego mamy 5 mocnych kawałków, które zapadają głęboko w pamięci. Przy pierwszym dźwięku jaki usłyszałam, reakcję miałam podobną do tej, gdy po raz pierwszy sięgnęłam po singiel Deyacody. Slave był dla mnie powiewem inności - coś czego brakowało mi, choć zagranicznych zespołów w podobnym stylu wcale szukać nie musiałam.

Bardzo podobnie jest u mnie z EP Before I die I want to…Krążek jest zbudowany na niskim brzmieniu, którego notabene się nie spodziewałam, a do tego ma również odważne teksty. Dlaczego mnie zaskoczył? Po Animalu, który od dłuższego czasu wisi na zespołowym Youtubie, spodziewałam się, że muzycy ruszą bardziej w alternatywę lub grunge, może jedynie z lekkim pazurem hardu. Coś w stylu neutralnego crossoveru. Tymczasem muzycy zahaczają delikatnie o nu oraz groove, co według mnie jest żywsze i daje większego kopa. Coś, co umila czas w domu i sprawdza się na koncertach.

Już numer jeden pobudza zajawkowym uderzeniem gitar, które nadają melodię uzupełnioną przez perkę i basidło. Nisko osadzone riffy współtworzą z wokalem jednolitą, mocno zespoloną całość. Utwór wzbogacony jest o przerywnik z szeptami, które na koniec zamyka bas o dość niepokojącej melodii - jak gdyby z jednej strony mówiła, że to koniec, ale…  Z kolei Never give up pozostaje w klimacie niższych warstw ekspresyjnego rocka wzbogaconego pogłosowym chórem w refrenie, co wpada w ucho. Utwór, typowo dla strefy klimatycznej, ma niejednostajny rytm z jednoczesnym zachowaniem ciężkości gatunku.

Pełna okazałość wokalu objawia się w Animal’u (nr. 3). Charakterystyczna, nieco uwodzicielska zarazem, cobeinowska chrypka świetnie wpisuje się w przestrzeń muzyczną. Przy furii refrenów nabiera znacznej drapieżności, co nadaje utworom (bo w tej kwestii nie tylko Zwierzakowi) temperamentu. Na froncie prym wiodą gitary, które ustępują pierwszeństwa basowi oraz perkusji w następnym kawałku, It. EP zamyka Stand Up pozwalający raz jeszcze złapać powietrze, by zanurzyć się w świat szybkich, acz melodyjnych riffów oraz rock'n'rollowej solóweczki. Przyznam, ze chyba ten numer najbardziej wrył mi sie w głowie i najczęściej go słuchałam. Szczególnie polecam o pogańskich wczesnoporannych godzinach, gdy ciało musi do pracy, a mózg jeszcze śpi - szybko się obudzicie! ;)

Jak wspomniałam, teksty są odważne. Budują swego rodzaju historię rozwoju osobowości. Z jednej strony szyderstwo i pewność siebie w Devil’s Eye, z drugiej gniew i rozpacz, a także bunt nad obojętnością wobec wszechobecnej monotonii jak chociażby w Never Give Up. W jednej postaci drzemie wiele wcieleń i spory pokład emocji, które stopniowo się uwalniają. Wnikliwy słuchacz bez problemu znajdzie alegorię księcia ciemności, typowe gombrowiczowskie gęby czy odwołanie do alternatywnego, spersonalizowanego świata osadzonego w tym realnym. Może to zabiegi zamierzone, może nie - interpretacja zawsze zależy od punktu zaczepienia, a także samej mózgownicy odbiorcy. Mimo wszystko uważam, że tytuł wkładki Before I die I want to… adekwatnie oddaje treść utworów i pasuje do nich idealnie.

Zastosowane muzyczne zwroty akcji poprzedzone przerywnikami i punktowanym tempem gry sprawiają, że materiał jest zróżnicowany i chce się go słuchać. Instrumentalno-wokalna symbioza to jedno, bo z drugiej strony każdy instrument ma również swoje "5 minut". Debiutancka EPka może nie jest mistrzowska, ale wyraźnie czuć potencjał. Mam nadzieję, że chłopaki nie spoczną na jednym, połowicznym albumie, bo ewoluują w bardzo dobrym kierunku. Jeśli nie obniżą pułapu i skupia się na doskonaleniu warsztatu, zdecydowanie będzie z tego coś więcej, aniżeli hobby. Oby!

Jak zdobyć własny egzemplarz ekpi? Najlepiej napisać do zespołu lub śledzić jego koncerty. O gigach na pewno jeszcze napiszemy, a internetowo Snowblind znajdziecie tu:

Reklama
Podziel się ze znajomymi!
Autor
Wiewiórka
Tagi
Snowblind
Komentarze