Czy chcesz otrzymywać powiadomienia o nowościach na stronie?
Nie terazWłącz powiadomienia

Sinful Betty's Band - Westland - recenzja

Płyta Westland jest perełką, która zabrała mnie w relaksującą podróż.

Reklama

Sinful Betty’s Band zachwycił mnie od pierwszych nut. Słuchając jednego z singli, od razu skojarzył mi się on z filmowym obrazem Teksasu, gdzie w klimatycznych saloonach na scenie zwykle pojawiały się formacje country, umilające czas swoją muzyką. I to jest chyba najpiękniejsze w tym wszystkim, że poprzez muzykę można dotrzeć do naprawdę najdalszych zakątków świata, gdyż mocno działa na wyobraźnię. Coś, co każdy inaczej zobaczy, ale nikt mu tego nie odbierze.

Beata i Damian Wiśniewscy - to właśnie oni tworzą główny trzon formacji Sinful Betty’s Band. Oprócz nich, na cajonie udziela się Piotr Kiałka, a na płycie usłyszymy również bass Piotra Kurka oraz pianino Adama Romańskiego i Dawida Gorgolewskiego. Ich muzyczne połączenie rocka, country i bluesa zostało zainspirowane twórczością takich postaci jak Czesław Niemen, Robert Plant czy Johnny Cash. Rzeczywiście, słuchając całej płyty Westland daje się wyczuć wpływy tych artystów, ale są one dość ogólne. Całokształt twórczości duetu jest już konsekwencją własnych doświadczeń i wyczucia smaku, co z resztą dodatkowo wpływa na pozytywny odbiór. Łącząc różne kierunki muzyczne z mocnym i jednocześnie urokliwym wokalem, muzyka sprawia wielką przyjemność słuchaczowi.

Na Westland znajdziemy łącznie 12 kompozycji oraz krótki utwór wprowadzający. Spośród tych wszystkich pozycji, wybrałam 5, które stwierdziłam, że szczególnie warto przedstawić - resztę przesłuchajcie sami. ;) Dla mnie to najlepsze nuty, choć jak wspomniałam, cały krążek jest wart przesłuchania.

I tak.. zacznę od tytułowego numeru, który dla mnie jest kwintesencją albumu. To jeden z mocniejszych kawałków, w którym Beata otwiera się i bardzo pewnie śpiewa. Jest w tym trochę zadziorna, śmiała może lekko buntownicza, a na pewno charyzmatyczna. Słuchacz z miejsca poddaje się kolejnym nutom. Dla mnie w takich aranżacjach Beata wypada najlepiej, bo może uwolnić w pełni specyficzną barwę głosu. Instrumentalnie Westland jest równie znakomity, co partia śpiewana. Współpraca gitary i basu pozwala poczuć to, co zawarte jest w tekście. I to już nawet nie sam styl bicia czy riffy, ale także brzmienie tych dwóch instrumentów oddaje klimat tego, co muzycy chcą przekazać słuchaczowi.

Nie brakuje bardzo emocjonujących momentów. Dźwięki wydobywające się z pianina w Brotherhood dają odczuć smutek. Tekst z początku jest refleksyjny, nawiązujący do beztroski dzieciństwa. Z kolei w refrenie złapałam nutę nadziei i zdecydowania. Oba podłoża, choć mają różne emocje i również melodię, łączą się ze sobą w bardzo naturalny sposób, dzięki czemu słuchając chciałam więcej. Dodam, że to najlżejszy numer na krążku i Beata wspaniale odnalazła się w nim ze swoim, zwykle dość intensywnym, wokalem.

I’m Waiting For You to taka klasyczna ballada oparta nie tylko na samej akustycznej gitarze, ale też przy wsparciu perkusji i basu. Słuchając tego można się rozpuścić od słodyczy. Ale wiecie, tak pozytywnie odlecieć w świat marzeń. Nuta gitarowa, jest dla mnie tak uspokajająca, że od kiedy mam album, słucham utworu za każdym razem, gdy chcę zamknąć oczy i się odprężyć. I to jest ten numer, który moim zdaniem, rewelacyjnie zabrzmiał by w rockowej wersji w duecie z męskim wokalem.

Początkowo chciałam napisać również o utworze Just You, który również wywarł na mnie pozytywne wrażenia. W międzyczasie jednak nastąpiła premiera teledysku do tegoż singla, zatem pomyślałam, że najlepszymi słowami opisu będzie ich brak. Po prostu posłuchajcie i poczujcie tę muzykę:

Speed mimo swojej nazwy nie jest szybkim utworem, ale ma specyficzne tempo oraz bicie, które kojarzę z filmów o kowbojach. Z resztą sama tematyka tekstu mocno nawiązuje do tego klimatu, a jak dochodzą jeszcze krótkie, bluesowe solóweczki… Aż brakuje słów! Wystarczy chwila, by kawałek zagnieździł się w głowie i chodził za nami cały dzień. Utwory tego rodzaju są bardzo charakterystyczne. Podobnie z resztą wypadają (klimatem) My Blues czy Cowboy.

Cały album Westland to mieszanka kilku stylów, o których wspomniałam na początku. Głownie odnalazłam blues i country, jednak jest to w dużej mierze tylko ogół, bo wsłuchując się w poszczególne kawałki, znajdziemy znacznie więcej. Tu mogę chociażby wymienić Life Our Life, gdzie znalazłam odrobinę soulu. Gdzieś indziej poczujemy delikatny wpływ muzyki popularnej. Łącząc to wszystko Sinful Betty's Band stworzył set, którego nie sposób nie lubić. Bo jeśli ktoś robi coś z pasją i wkłada w to całe serce, w efekcie jego praca trafia również do serc odbiorców. Tu tę pasję czuć w każdym utworze.

Reklama
Nie przegap nowości!
Polub nasz profil na FB!
Już lubię. Nie pokazuj ponownie.
Nie przegap ważnych informacji!
Otrzymuj powiadomienia o nowościach na stronie
NieTAK
Nie przegap nowości!
Polub naszą stronę na Facebooku!
Już lubię. Nie pokazuj więcej tego komunikatu.