Czy chcesz otrzymywać powiadomienia o nowościach na stronie?
Nie terazWłącz powiadomienia

Rosen - recenzja niecodziennej EPki

Rzadko polecam cały materiał. Cóż… EPka zespołu Rosen kupiła mnie w całości i zasłużenie zapisała się w muzycznej mniejszości “best of”.

Reklama

Rosen poznałam jakiś czas temu, a wszystko za sprawą… Rosen! Właściwie to dzięki jednemu z muzyków, który po prostu się do nas odezwał, podsyłając singiel. Już wtedy ze Skinem stwierdziliśmy, że muza oferowana przez kapelę jest dobra i z niecierpliwością czekaliśmy na więcej. Minął kwartał i tak oto w moje łapki trafiła EPka, zawierająca 6 kawałków.

Zacznę może od formy wydania, bo oprócz muzycznych nektarów, format EPki jest naprawdę ciekawy. Muzycy postanowili podejść do sprawy niekonwencjonalnie, a przy okazji praktycznie - swoje dziecię wydali na pendriveie w formie karty. Pomysł rewelacja, choć pewnie nie należy do najtańszych, tym bardziej chylę czoła, że udało się to zrealizować tak, jak sobie założyli. Pomimo faktu, że oprócz plastiku mamy jeszcze chip, sama karta nie jest specjalnie gruba i u mnie ze spokojem całość zmieściła się to w portfelu, wraz z innymi dokumentami. Czekam na moment, aż zaspana będę próbować odbić się tą kartą w biurze lub miejskim autobusie ;) Jak EP rzeczywiście wygląda? Tu odeślę do naszego profilu FB gdzie zamieściliśmy krótki filmik.

A jak jest muzycznie? Nie będę ukrywać, że za samym rapem nie przepadam, ale w połączeniu z gitarową muzyką cała kwestia obraca się o 180 stopni. I tu zespół mnie kupił swoim materiałem w całości. Rzadko się to zdarza, by cały "krążek" przypadł mi do gustu, ale naprawdę wszystkie 6 utworów, które znalazły się na wydawnictwie, właśnie to zrobiły. Może to za sprawą zróżnicowanego materiału - w zależności od nastroju wybieram inny kawałek lub po prostu tłukę wszystkie w pętli. Z drugiej strony, przemawia do mnie jakość. Jest to zrobione porządnie, poczynając od pomysłu z pendrivem, po samą kompozycję, teksty i kończąc na rejestracji i miksach.

Ciężko mi powiedzieć, który utwór wywarł na mnie największe wrażenie, ale z pewnością otwierający album Sticks & Stones zapisałabym do tych ulubionych. Zaczyna się bardzo niepozornie, gdyż klawisze serwują dość tajemniczą melodię, którą przerywa pulsacyjny łomot gitarowo-basowy i wokal. Bardzo pobudzający rytm i nawijka rozwija się w refrenie, gdzie również chwytliwy jest mix. Coś, przy czym nie da się siedzieć spokojnie. Najbardziej uderza tu zgranie strunowców, klawiszy i perki. Każdy instrument ma swoje miejsce, czas i przede wszystkim, muzycy mieli pomysł na to jak je upiąć, by kawałek był zarówno technicznie, jak i melodyjnie urozmaicony.

Drugim numerem na EPce jest High Tech Low Life, który uderza w smartfonowych, wirtualnych zombiaków. Tu akurat nie będę rozwijać tematu, tylko odeślę do jednego z naszych wpisów, gdzie wraz ze Skinem, wspólnie oceniliśmy kawałek jakiś czas temu (klik). Przejdę za to do trójki, którą jest Pushing Raw. Muzycznie nieco wolniej, niż poprzednie dwa numery. Wokalnie z kolei… Kurde, jak ten koleś potrafi nawijać! Na samą myśl zaczynam seplenić, a Frhetoricowi przychodzi to z dużą lekkością. Przy tym, świetnie intonuje poszczególne zdania i buduje odrębną melodię, która łączy się z resztą zespołu w refrenie. Pomiędzy całą nawijką przewija się delikatny motyw gitarowy, który rozwija się w solóweczkę pod sam koniec kawałka.

Hallelujah to dla mnie mistrzostwo. Mogę słuchać tego utworu bez końca. Wprowadzające intro nie zwiastuje tego, co nastąpi za chwilę. Ot, mamy przed sobą nieco wyniosłą melodię opartą o dźwięki dzwonu oraz organów (choć przyznam, że za pierwszym razem do głowy przyszedł mi klawesyn). Za cholerę nie spodziewałam się, że po chwili będzie tak mocne uderzenie. Oj, to jest cholernie dobre! Nisko osadzone brzmienie, dobry riff, a wszystko nieco przyspiesza wraz z kolejnymi wersami tekstu. Rozwinięcie jest dużo lżejsze, ale przy tym melodyjne, a sam tekst “You can sing a Hallelujah...” na tyle zapisał się w mojej głowie, że złapałam się na nuceniu tego w momentach, kiedy nie powinnam (potem ludzie dziwnie się patrzą w autobusie…) ;) Wspominałam, jak frontman potrafi szybko nawijać? W tym kawałku przebił wszystko. Serio, stałam się fanką! Ogólnie, kawałek wpisał się w to co lubię oraz w to, czego mi brakowało od dłuższego czasu w muzyce, której słuchałam codziennie. Od melodii przewijających się sampli, poprzez energię, po samą, przyspieszoną końcówkę - wszystko tutaj gra jak należy!

Z kolei, w całkiem innym klimacie jest następny utwór z EP. Przy reszcie utworów, Reverie to ballada. Bardzo spokojny utwór z nieco żywszym refrenem - idealny do odprężenia. Nieco refleksyjny, a przynajmniej ja odlatuję przy nim w świat... zadumy. Trzeba zaznaczyć, że z wokalem bardzo dobrze współpracują tu dwa instrumenty: perkusja i klawisze, które nadają klimatu. Na koniec wszystko dopieszcza solówka. To jedyny taki kawałek na płycie (pendrivie) i zdecydowanie był potrzebny, by złapać tchu i nieco wyluzować.

Wyluzować przed małą rozróbą ;) Wszystko za sprawą ostatniego kawałka, którym jest wydany niedawno singiel Riot. Odnajdziemy tu to, co w połączeniu rocka i rapu jest najlepsze - energię! Do tego dochodzi nutka sarkazmu, bunt i kilka zmian tempa, co w efekcie daje koncertowa mieszankę pogo-wybuchową. Tu nie muszę nic pisać - zobaczcie klip! ;)

Co mi w EP nie leży? Ano, że to EP. Po tych sześciu utworach mam ochotę na więcej ;) A tak już bardziej na poważnie - jestem kupiona tą muzyką. Od kiedy album trafił do mnie, mam wszystkie kawałki na swojej podstawowej playliście i na pewno zostaną na niej bardzo długo. Panowie serwują pewne poglądy, ale też nie narzucają ich bezpośrednio odbiorcy, a jedynie przedstawiają różne sytuacje, które zmuszają do refleksji. Słuchając kolejnych nut czy słów, wierzę im. Tak po prostu. Są autentyczni, szczerzy, z poczuciem humoru i mają dystans. W połączeniu z umiejętnościami obsługi instrumentów oraz klimatami nu metalu, rocka, electro i rapu, tworzy się Rosen! Gdzieś Panowie napisali o sobie, ze są jak Rage Against the Machine na sterydach. Trafne określenie! :)

Zostaje mi polecić EPkę tego multikulturowego zespołu. Bo, co ciekawe, londyński skład jest tworzony przez ludzi z Polski, Iranu, Czech oraz Danii. A są nimi: Frötoric, Frisco, Cole Sław, Matt Ress oraz Kam Ikaze. A więcej na temat zespołu znajdziecie tu:

Reklama
Nie przegap nowości!
Polub nasz profil na FB!
Już lubię. Nie pokazuj ponownie.
Nie przegap ważnych informacji!
Otrzymuj powiadomienia o nowościach na stronie
NieTAK
Nie przegap nowości!
Polub naszą stronę na Facebooku!
Już lubię. Nie pokazuj więcej tego komunikatu.