Reklama
20-05-2017 |Recenzje

Papa Roach - Crooked Teeth - recenzja

Crooked Teeth nie jest zwykłą płytą. To petarda! Album uzależnia od pierwszego przesłuchania!

Reklama

Oby było dobrze - pre-order!

Gdy PRoach udostępniło pierwszy tytułowy singiel Crooked Teeth, wiedziałam, że album będzie dobry. Ten kawałek wrył się w moją głowę tak mocno, że przez kilka dni słuchałam go non stop. Jestem typem osoby, która potrafi słuchać jednej płyty nawet kilka miesięcy z rzędu, o czym pisałam przy okazji relacji z koncertu Billy Talent w Poznaniu. Jednakże, bardzo rzadko zdarza mi się wrzucać w odtwarzacz jeden utwór i puszczać go w nieskończoność. Karaluchy dosłownie trafiły w mój gust. Tym bardziej wyczekiwałam całej płyty, którą z resztą zamówiłam zaraz po udostępnieniu informacji o pre-orderach w serwisie PledgeMusic. Do 19 maja zespół upublicznił łącznie 6 nagrań z nowego krążka i tak naprawdę nie słuchałam do tej pory nic innego. Początkowo miałam mieszane uczucia co do kilku record’ów, ale o tym za chwilkę.

Jak wspomniałam, zamówiłam płytę poprzez PledgeMusic. Początkowo wysyłka miała nastąpić w kwietniu, a przynajmniej taka data widniała w karcie informacyjnej do zamówienia. Później okazało się, że jednak zostanie ono zrealizowane w dzień premiery. Trochę zrobiło mi się smutno, bo o ile rzeczywiście Amerykańscy fani dostali zamówione rzeczy terminowo, to reszta świata zależna jest od poczty/kuriera. To może potrwać nawet do 3 miesięcy...

Nie byłabym sobą, gdybym wcześniej nie poszperała i nie napisała tu i ówdzie, by dowiedzieć się, co w tym wypadku z muzyką, którą chciałabym mieć w uszach już 19 maja. Szybko dostałam odpowiedź, że mam AccessPass na koncie, więc w dzień premiery dostanę również płytę w wersji cyfrowej. I tak się stało! Fizyczna płyta wyruszyła w świat, by odnaleźć drogę do mnie, a ja już od samiuśkiego rana delektowałam się karaluchową twórczością!

Nie ma intro, jest Break the Fall!

Na długo przed ujawnieniem listy utworów, które zasilają krążek Crooked Teeth, zastanawiałam się, czy będzie intro.Engage z The Connection świetnie sprawdzał się jako zapowiedź koncertowa. Tak samo było z Days of War z płyty Metamorphosis. Niestety okazuje się, że tym razem album nie otwiera żaden skrót, który wprowadziłby słuchacza w roachowy trans (choć i tak na koncerty mają sporo mixów, nie ma co płakać). Mamy za to coś innego...

Płytę otwiera Break the Fall, który jest swego rodzaju intrem i zapisem tego, co znajdziemy w całym wydaniu. Zaczyna się delikatną nutą wiolonczeli, która za chwilę cichnie, ustępując miejsca stłumionej gitarze i zapętlonemu zwrotowi “If I lose it all”. Rapowe zwrotki są intonowane z pewnością w głosie, który nasila się, by wybuchnąć przed samym refrenem. Ten jest jakby rockowym hymnem - melodyjny, łatwy w przyswojeniu i tym samym wpadający w ucho. Rozwija się nawet początkowe zapętlenie, które już nie brzmi tak niepokojąco - "If I slip and lose it all, nothing's gonna break the fall". Jednym zdaniem - utwór idealny na początek, który pobudza i daje powera, a to właśnie… to jest początek!

American Dreams, My Medication i Bleeding Through

Cały krążek można podzielić na kilka partii. Jedną z nich jest typowe amerykańskie rockowe granie, do którego przyzwyczaiło nas Papa Roach. Mam tu na myśli utwory uniwersalne muzycznie, które zawsze i wszędzie będą pasować. Czy to w domu przy sprzątaniu, podczas imprezy, w aucie, w tramwaju, na spacerze i tak wymieniać można bez końca. Przykładem jest American Dreams, który w stu procentach zaspokoi każde karaluchowate podniebienie. Również My Medication spodoba się każdemu fanowi Papa Roach, gdyż jest typowy dla twórczości tej czwórki muzyków. Osadziłabym go klimatycznie pomiędzy nowszymi wydaniami PR. W sumie, kawałek mógłby się pojawić tak na dwóch, trzech płytach wstecz i pasowałby do ich stylów. Jest troszkę rapu, ale lżejszego niż np. w pierwszym utworze. Mamy do czynienia z czymś w rodzaju rockowej ballady opatrzonej mocniejszymi wstawkami. Odnalazłam w tym nieco Gravity, choć kompozycja z Marią Blink jedzie jednak po dużo bardziej cięższych torach. Do partii ogólnej dodałabym jeszcze ostatni zapis na płycie - Bleeding Through.

Crooked Teeth i Traumatic

Na krążku nie brakuje zwariowanych kompozycji, które zwalają z nóg. Tytułowy numer, Crooked Teeth to mieszanina hardu z rapem. Istny crossover w zróżnicowanym tempie. Gdy zespół udostępnił zapowiedź tego kawałka, byłam przekonana, iż to zlepek kilku utworów. Moje zdumienie nie miało końca słuchając Krzywych Zębów po raz pierwszy w całości. Dla mnie, to naprawdę mistrzowski numer, który wpisuję jako jeden z najlepszych w dorobku kapeli. Już sam tekst jest ciekawy, a mówi on o chęci uwolnienia się od tego, co nas dławi i więzi - coś, co powoduje, że czujemy się jak w psychiatryku. Mało tego, również klip, który został nagrany przez Karaluchy, jest iście zwariowany, choć tu akurat w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Do zawirowanych utworów dodałabym jeszcze Traumatic, który także ma przemienne tempo i podobny wydźwięk, co CT. To dwie petardy, które na koncertach wycisną z nas ostatnie poty, więc pamiętajcie o odpowiednim nawodnieniu organizmu przed każdym show ;)

Help oraz Nothing

Szukacie czegoś na miarę Scars lub utworów nawiązujących do płyty Getting Away With Murder? Znajdziecie bez problemu! Help został już wiele razy skomentowany przez zespół Papa Roach, więc nie ma się co rozpisywać. Chłopaki zastanawiali się, czy dadzą radę nagrać coś w innej tonacji, jak właśnie Scars. No i proszę - wyszło znakomicie! Na krążku z 2017 znajduje się jeszcze podobny record o tytule Nothing. Może ma w sobie ciut nowoczesnych brzmień, jednak solóweczka i cały układ kompozycji fajnie nawiązuje do starszych wydań zespołu. W sumie, te kawałki równie dobrze mogłabym dopisać do pierwszej serii, bo mają w sobie sporo unikalności. Help wlazło mi w głowę tak mocno, że po jednym dniu tekst znałam na pamięć. Z kolei przy Nothing chce się skakać! :)

Preriscope i Sunrise Trailer Park

Na nowym albumie Papa Roach są również dwa zapisy z udziałem gości. Preriscope został nagrany z Skylar Grey. Ją możecie kojarzyć z utworu Kill For You, który dość często pojawiał się w różnych stacjach radiowych. Peryskopowy track jest spokojny z nieco platoniczną treścią, jak Before I Die czy Forever. Przyznam, że po udostępnieniu tego utworu przez zespół, chwilę bałam się, jak ma się on do całej płyty. Patrząc na to, co ostatnio wydali chłopaki z Linkin Park, przerażała mnie wizja, że być może Karaluchy też zainspirują się nową modą i pokuszą się o więcej takich wstawek. Na szczęście nie. Ten element przyswoiłam bardzo szybko (fajny do posłuchania wieczorem, by się wyciszyć przed snem), ale całej płyty w tym stylu nie polubiłabym ;)

Co do drugiego utworu - jest realizowany przy gościnnym udziale Machine Gun Kelly. Raper włada zwrotkami, PRoach refrenami. Jeszcze osłuchuję się z Sunrise Trailer Park, bo wymaga on więcej czasu. Jest po prostu poważny - nie tylko muzycznie. Treść jest rozbudowana, ma w sobie wiele przekazu, który może przytłoczyć. Fajny utwór, ale wymaga skupienia na słowach.

Ricochet, None of the Above, Born for Greatness...

Jeśli ktoś dotarł aż do tego miejsca, podziwiam! Spokojnie, przed nami jeszcze tylko trzy utwory - ale jakże ciekawe! Długo zastanawiałam się, gdzie umieścić Ricochet. Zaczyna się mocno, potem przechodzi w bardziej popularno-rockowe brzmienie. Refren gdzieś polotem romansuje mi ze stylem jaki mamy w Skeletons z płyty F.E.A.R. To było pierwsze odczucie i chyba nie zmienię zdania, dopóki nie przelecę całej dyskografii kapeli.

Na koniec zostawiłam dwa mocne utwory, które przeplatane są w większym stopniu samplami czy elektroniczną perką. None of the Above zaczyna się niewinnie, ale w około 40 sekundzie bucha mocno rockowym brzmieniem. Jestem bardzo ciekawa jak wypadają wstawki “N.O.N.E. of the A.B.O.V.E.” na żywo, więc tym bardziej nie mogę doczekać się warszawskiego koncertu. Równie mocno czekam na live numeru Born for Greatness. Przyznam szczerze, że kawałek dał mi popalić i to on wepchnął mi do głowy wątpliwości, o których pisałam na początku. Papa Roach udostępniło go już sporo czasu temu. Początek - BOMBA! Ale nagle pojawił się refren, gdzie wokal jest zmiksowany. W pierwszej chwili się wystraszyłam, bo elektronika pomiędzy gitarami nie jest mi obca - do tego zespół zdążył nas przyzwyczaić. Jednak zmiana wokalu w tym konkretnym przypadku była dla mnie małym szokiem. Po dwóch dniach słuchania uzależniłam się od nagrania! Gdy rano jechałam do pracy musiałam go włączyć, bo inaczej nie mogłam się dobudzić. W robocie on, po pracy znów… Teraz mogę powiedzieć, że jest tak dobry, jak każde inne nagranie z nowej płyty. I w sumie jest jednym z moich ulubionych. Po prostu potrzebowałam chwili, by doszło do mnie wszystko, co ma przekazać - nutka po nutce, słowo po słowie.

Teksty warte uwagi!

Trzeba jeszcze wspomnieć o treści… Kompozycje czasami wydają się być wesołymi, ale mając przed sobą tekst, sprawa się komplikuje. Jeśli ktoś zna choć kilka płyt Papa Roach, to powinien również znać ich przekaz. Jest tam wiele wątków życiowych, a czasami znajdziemy kilka politycznych wstawek. Jednak zazwyczaj mamy obraz z głębi duszy i podświadomości. Tym razem jest podobnie, ale chciałabym, by każdy sam dotarł do każdego słowa. Mi najbardziej utkwiło przesłanie, jakie znajdziemy w American Dreams - smutny wątek zakłamanych amerykańskich marzeń, które maskują prawdę, jaka nas otacza.

American Dreams,
American lies
We’re trying to see through the smoke in our eyes
So give me the truth
Don’t tell me your lies
Cause it’s harder to breathe
When you’re buried alive
by American Dreams

Najlepsza płyta w dorobku zespołu?

Nie będę owijać w bawełnę - Papa Roach sprawiło, że jem im z ręki. Pochłonęłam wszystko co zaserwowali i nie mam zgagi. Wiedziałam, że są w formie, ale nie spodziewałam się tak genialnego krążka, który zgniótł mnie każdym dźwiękiem. To jest jedno z najlepszych wydań w ich dorobku. Nie tylko dlatego, że album jest mocniejszy pod kątem brzmienia, ale też dlatego, że łączy w sobie kilka topowych albumów wydanych przez Karaluchy! Znajdziemy tu F.E.A.R., The Connection, Infest czy Getting Away with Murder. Jacoby, Jerry, Tobin i Tony wyciągnęli najlepsze najlepszości i zaserwowali nam je w nowym stylu. Jedyne czego mi brakuje, to kawałka w stylu Warriors, gdzie bardzo podobały mi się sample. Choruję na ten utwór od premiery i do dziś mam go na swojej podstawowej playliście, której słucham codziennie. Jednak coś mi się zdaje, że po kilku kolejnych dniach z Crooked Teeth 2017, playlista się mocno zmieni ;)

Koncert Papa Roach - Warszawa 2017

Jeszcze przypomnę, że wszyscy fani Papa Roach powinni zapisać sobie w kalendarzu ważną datę - 19 września 2017. Właśnie wtedy Karaluchy przyjadą z promocją nowego krążka. Muzyków zobaczymy w Progresji, a wejściówki już są do kupienia w popularnych serwisach biletowych. Więcej informacji znajdziecie na stronie Agencji Go Ahead, która jest organizatorem show Amerykanów w naszym kraju!

No i jeszcze zapytam - a jak wy odbieracie nowy krążek? Chętnie poznam spostrzeżenia innych insektomaniaków! :)

Reklama
Podziel się ze znajomymi!
Autor
Wiewiórka
Tagi
Papa RoachCrooked Teeth
Komentarze