Reklama
02-04-2019 |Recenzje

Lady Killer - Look At Me - recenzja

Gotowi na niezwykłą przejażdżkę po glam rockowych przestworzach? Przy Look At Me można odlecieć już od pierwszych nut!

Reklama

Nieco ponad 40 minut - tyle czasu ma debiut gdyńskiej grupy Lady Killer. I uwierzcie, że słuchając płyty Look At Me nawet nie wiem kiedy mija. Muzyka zespołu jest tak spójna, że przejście pomiędzy kolejnymi kawałkami jest bardzo płynne. Sprawia to, że płyty słucha się nader dobrze!

Muzycznie Lady Killer bardzo mocno uderza o klasykę hard rocka z połączeniu z glam i heavy, co jest bardzo apetyczną mieszanką wybuchową. Słuchacz od samego początku dostaje porządnego, pozytywnego kopniaka, który świetnie przedstawia klimat w jakim będziemy się bawić przez kolejne kilkadziesiąt minut. Kawałek We Don't Need Your Law wdzięcznie oddaje wspomnianą klasykę, a jego energię śmiało mogłabym porównać do charyzmy jaką znajdziemy chociażby w The Dead Daisies. Choć muzycznie są tu różnice, to jednak duch świetności lat tej muzy jest wyczuwalny na podobnym poziomie.

Podobne odczucia mam przy kawałku Wroom Wroom (nr. 7), który ma z kolei specyficzną budowę, jaką można właśnie wyciągnąć z lat '70 i '80. Sam rytm i wpisujący się w to wokal dają niebywałą przyjemność ze słuchania.

Nie inaczej jest chwilę później. Ba, nawet lepiej, bo numer dwa, czyli I'm In The Jail, to już rozkręcony regulator. Oprócz fajnie zgranych riffów, bardzo inspirujący jest tu wokal. Intonowanie poszczególnych fraz i przechodzenie z wysokich tonów na nieco niższe przeciągane, to coś, co chce się słuchać! Dodatkowo urokliwie wtrąca się czasem bas, perka wali jak należy, a zmian tempa nie ma końca. To jeden z moich ulubionych numerów na całej płycie! Wszystko jest na swoim miejscu jak powinno!

Tytułowy kawałek, czyli Look At Me, niedawno doczekał się obrazu i promował trasę kapeli - w mojej ocenie to bardzo dobry wybór. Przez niecałe dwie minuty mamy melodyjne szaleństwo, by nagle przejść na minutę do nieco spokojniejszych tonów z pięknymi wyżynami wokalnymi okraszonymi solówkami gitarowymi. Później znów rozkręca się szaleństwo, które porywa. Z resztą, co tu dużo pisać - posłuchajcie sami!

Hard Working Man dostarcza nieco więcej spokoju. Jest swego rodzaju unikatowym numerem na płycie, a tym samym chyba najbardziej wpadł mi w ucho. Wokal tu zdecydowanie łagodnieje i dostarcza wiele pozytywnych emocji. Ohhh i te przeciągane frazy po refrenie, które przyprawiły mnie o dreszcze Przyznam... chyba pierwszy raz pomyślałam, że fajnie byłoby usłyszeć to w polskiej wersji. Angielska jest świetna bez dwóch zdań, ale chciałabym posłuchać tekstu w bliższym sercu wydaniu. A jest wart tego! I jeśli dorwiecie płytkę, koniecznie wsłuchajcie się w poszczególne wersy.

Train Of Love urzeka piękną, czystą melodią gitary na początku. Tworzy ona swego rodzaju sielski klimat, który kontynuuje wokal, a później reszta instrumentów. I choć zapowiada się na balladowy klimat, to nagle wchodzi żywiołowy refren. I to własnie tu zachwyciły mnie najbardziej boczne wokale. Chór jest tak ekscytujący, że chce się tego słuchać. Przyznam szczerze, że w pierwszych chwilach nie wsłuchiwałam się w tekst a same dźwięki wychodzące z gardeł! 

Trochę inne odczucia mam do przedostatniego numeru, jakim jest Lair. Choć ogólnie kawałek jest ok, to najmniej wpadł mi w ucho. Fajną robotę robi tam perkusja, wszystko się ładnie zgrywa, ale to własnie tu kompletnie nie pasuje mi linia wokalna. Czegoś brakuje, ale nie jestem w stanie powiedzieć czego. Być może potrzebuję dużo więcej czasu by oswoić się z nutą.

Na sam koniec dostajemy bonusowy track w postaci akustycznego nagrania live. Kawałek Your Mirrors jest idealnym zakończeniem krążka - tylko tyle powiem. Żeby zrozumieć dlaczego, powinniście choć raz przesłuchać całą płytę. Jestem pewna, że od razu będziecie wiedzieć, dlaczego tak napisałam (albo chociaż na kanale YT zespołu go posłuchajcie ;)).

W podsumowaniu Look At Me mogłabym napisać kolejnych kilkaset zdań. I w znacznej większości byłyby to same pozytywy. Tu po prostu zgadza się wiele - od samego brzmienia, poprzez zakomponowanie poszczególnych elementów i dobrą robotę w studio, aż po sam układ kolejności kawałków na płycie oraz oprawa krążka. Do tego czysty, wyrazisty wokal, fantastyczne chórki... Widać, ze ta paczka znajomych zrobiła dobrą robotę i włożyła serducho w swoją muzykę.

Po prostu czują to, co robią, a widać to już chociażby po ich stylówie (mega!). Znajdziecie tutaj dawkę pozytywnej energii, przepełnioną ekspresyjną muzyką z dużą dozą wariactwa! Look At Me jest płytą wartą nabycia bez dwóch zdań!

Reklama
Podziel się ze znajomymi!
Autor
Wiewiórka
Tagi
Lady Killer
Komentarze