Reklama
04-09-2018 |Recenzje

Jared - Immatrykulacja - recenzja

To chyba najłagodniejsza płyta pop punkowa, jaką miałam okazję posłuchać. Jest lekko, melodyjne i… energetycznie!

Reklama

Immatrykulacja to krążek grupy Jared, który zapamiętam na długo i to nie tylko ze względu na zawartość muzyczną. Droga, jaką przeszła płytka do nas, zasługuje na oddzielny artykuł. W skrócie: dowiedziałam się, że mam do recenzji płytę, której fizycznie nie miałam i o której nic nie wiedziałam... Zawiłe? Ot metoda pantoflowa, która nie działa, jeśli punkt docelowy nie jest poinformowany ;) Na szczęście wszystko się wyjaśniło i gdy jedna kopia Immatrykulacji integrowała się z Lubskiem, druga, trafiła już w moje łapki.

Powiem szczerze, że byłam bardzo ciekawa zawartości płyty, bo jeszcze zanim do mnie trafiła, usłyszałam sporo pozytywnych opinii. Nie sprawdzałam nagrań na YT, ale przeglądnęłam informacje o zespole. Miałam spodziewać się łagodnego, melodyjnego punka. I to też na płycie znalazłam, choć nie sądziłam, że muzyka będzie aż tak lekka i tak bardzo przystępna w odbiorze.

Jednak trzeba przyznać, że lekkość muzyki nie wynika z obranego stylu, bo jednak z piętnastu utworów, jakie znajdziemy na Immatrykulacji, spora część ma ostrzejsze gitary, czy typowe punkowe bicie. Powiedziałabym, że chłopaki wyciągnęli taką średnią kalifornijską, jeśli można to tak ująć. Skąd zatem ta łagodność? Ano wynika ona z wokalu. Nie słyszałam kapeli na żywo, więc może być to kwestia studyjna, ale powiedziałabym, że czasami wokal jest bardzo cukierkowy. I nie jest to minus, bo jak wspomniałam, dzięki temu muzyka jest dużo łagodniejsza, przez co też się wyróżnia.

Cała Immatrykulacja to, jak już wspomniałam, 15 utworów. Jednak nie zdziwcie się, gdy nagrywając muzykę na nośnik znajdziecie nagle 25 plików! Pomiędzy kawałkami znajdują się krótkie wstawki szkolne - w końcu nazwa krążka zobowiązuje, nie? ;) Dodatki są różne - kilka - kilkanaście sekund, które akurat do mnie nie trafiły, ale przyznaję, że humor w tym jest. Przypomina mi to trochę Hipertrofię Comy, gdzie również czasem irytowały mnie przerywniki ;)

Z kawałków, które bardziej wpadły mi w ucho to np. Nie zmienisz mnie, który jest w stylu jaki po prostu lubię. Fajne bicie pery, szybkie i melodyjne riffy, wstawka basowa, która stopuje na chwilę całość - to powoduje pozytywną eksplozję, która na koncercie musi bardzo namieszać! I to chyba też ten kawałek, który zapadł mi mocno w pamięci ze względu na tekst. Oj, nuci się! ;) Bardzo podobnie wypadają utwory o tytułach To nie myNie przeskoczysz. Są to po prostu kompozycje typowo odbijające styl kalifornijski w polskim punku!

A może by tak Po Angielsku? Powiem szczerze, że początkowo nie mogłam się przekonać do kawałka przeplatanego angielskim i polskim, ale ma to uzasadnienie w przesłaniu tekstu. To też bardzo ekspresyjna nuta, ale chyba najbardziej spodobał mi się tu wokal. Właśnie jak pisałam - delikatny, słodki, łagodzący. A finisz przy akompaniamencie samego basu... Brawo panowie! Pięknie wyciągnięte! Przy tym wszystkim przypomniał mi się zespół Simple Plan - Pierre również miał podobny styl śpiewania i delikatną barwę głosu, którą uwielbiałam.

Bardzo lubię utwory, gdzie mogę bez problemu wsłuchać się w poszczególne instrumenty i tutaj Jared również mnie nie zawiódł. Sam na sam czy też Jednym palcem to ten moment, gdzie bardzo fajnie chodzi bas! Zarówno jego brzmienie, jak i cała linia jest bardzo przyjemna oraz dobrze skonstruowana, by uzupełniało się z resztą. To oczywiście tylko dwa przykłady, ale na płycie znajdziecie ich znacznie więcej.

Bardzo zaskoczyła mnie nuta Nic tu po tobie. Wyróżnia się ona na tle całej płyty - mocny, bardziej rockowy kawałek z szorstkimi gitarami i narastającym tempem. Takie, wiecie, z pazurem! Nawet wokal jest bardziej chłodny i poważny. Podoba mi się również i ta odsłona zielonogórskiego trio i z chęcią posłuchałabym więcej podobnej twórczości w ich wykonaniu!

Ale żeby nie było, że tak chwale i chwalę... Kurde, chłopaki zrobili naprawdę kawał dobrej roboty, ale do niektórych rzeczy trzeba się przyzwyczaić. Mimo, że np. Dwubiegunowy jest ogólnie fajnym singlem, to drażni mnie tekst. Ma on sens odnoszący się do tytułu, ale mimo wszystko jest tak nieskładny dla mnie, że nie mogę go przełknąć. W kilku utworach znalazłam podobne nieścisłości, które mnie mniej lub bardziej irytują, ale to tu złapałam konkretną zawiechę. 

Co prawda, nie wspomniałam o kilku nutach, które znajdują się jeszcze na Immatrykulacji, ale myślę, że te opisane powinny dać obraz czym jest Immatrykulacja. A jest bardzo pozytywną płytą, która powinna trafić do każdego, kto słucha melodyjnego punka i delikatnego rocka. Ja lubię podobne klimaty i choć może nie wszystko łyknęłam od razu, to z każdym kolejnym przesłuchaniem bawiłam się coraz lepiej. Na pewno wiele utworów zostanie ze mną na dłużej (trudno, by nie, skoro już się nuci pod nosem to i owo), a i będę wyczekiwać koncertów zespołu, by pobawić się przy muzyce zielonogórzan na żywo. ;)

Płyta jest na pewno zrobiona z sercem i pasją. Naprawdę czuje się zapał włożony w muzykę, przez co odbiór również nie może być zły. Czuć tam też szczerość i przede wszystkim duży luz! Nie słuchałam poprzedniego wydawnictwa zespołu, ale m.in. na zespołowym kanale YouTube znajdziecie wszystko co trzeba. Jeśli debiut był choć podobny do Immatrykulacji, to pozostaje życzyć Jaredowi kolejnych takich dokonań!

Reklama
Podziel się ze znajomymi!
Autor
Wiewiórka
Tagi
Jared
Komentarze