Reklama
31-03-2018 |Recenzje

Illusion - Anhedonia - recenzja!

Po wydanych w 2014 roku Opowieściach, które nie do końca spełniły oczekiwania fanów, Illusion postanowiło wrócić do korzeni swojego dawnego, ciężkiego grania. Czy po tylu latach doczekaliśmy się godnego następcy legendarnej Trójki?

Reklama

Nim płyta ujrzała światło dzienne, w wielu udzielonych wywiadach Lipa niejednokrotnie podkreślał, że zarejestrowany materiał na najnowszym krążku Anhedonia będzie podążać ścieżkami wykreślonymi przez bardzo dobrze znane fanom kapeli albumy Drugi oraz Trzeci. Muzycy wręcz poczuli, że tym razem muszą zagrać jak za starych czasów, czyli albo mocno i konkretnie, albo wcale.

Powrót do korzeni jest słyszalny już od otwierającego krążek Kto jest winien, z którym mogliśmy się wcześniej zapoznać, gdyż kawałek promował zbliżające się wydawnictwo. Pomimo tylu lat na karku, żaden z muzyków nie stracił na formie, a w szczególności Lipa, którego wokal nadal potrafi z jednej strony zahipnotyzować, ale z drugiej przyprawić o gęsią skórkę. Generalnie, z każdym następnym numerem, począwszy od Kto jest winien, jest tylko lepiej.

W tym miejscu od razu zaznaczę, że na Anhedonii próżno jest szukać sielankowych numerów pokroju 140. Także nie uświadczymy tutaj kawałków typu Bracie, Tylko, Choćby jęk itp. Co prawda mamy Od zawsze donikąd, jeden z wolniejszych na płycie, gdzie w zwrotce dominuje ciemna aura, dopełniona pełnym morału tekstem Lipy, lecz kawałek nadal odbiega stylistycznie od wcześniej wspomnianych. Podobnie jest z zamykającym krążek Zanurzam się, gdzie, o ile melodia może i ma pozytywny charakter, o tyle pod względem liryki nie jest już tak różowo.

I tu jest case całej płyty - od początku do końca mamy do czynienia z materiałem mrocznym i szczerym do bólu, tylko że jeszcze bardziej, niż na kultowej Trójce. Pojawiają się pytania, na które musimy sobie sami odpowiedzieć, jak również pojawiają się stwierdzenia, z którymi ciężko jest się nie zgodzić. I, przede wszystkim, przechodząc przez tą całą zatrutą nienawiścią i pychą drogę dopatrujemy się pozostawionych przez Lipę drogowskazów, na których pojawiają się słowa otuchy, mówiące jak mamy nie dać się złamać oraz zmienić, mimo odczuwalnych cierpień. Nic tutaj nie zostało poddane wybieleniu. Każda przedstawiona historia powstała w wyniku obserwacji otaczającego nas społeczeństwa, pełnego kanalii, fałszu i masy innego syfu. Od prostych ludzi poczynając, na wysoko postawionych personach kończąc.

Na płycie nie ma miejsca na żadne kompromisy i każdy, kto postanowi się z nią zmierzyć, powinien być świadom tego, iż zawarty w niej przekaz może zaboleć i to z podwojoną siłą. Album jest na tyle prawdziwy i zarazem smutny w odbiorze, że, jak to przyznał Lipa w wywiadzie dla Rzeczpospolitej, kiedy jego żona przesłuchała cały materiał, to nie mogła się powstrzymać od łez. Naprawdę, jak rzadko zwracam uwagę na zawarte słowa, oddając się w pierwszej kolejności melodii, tak na Anhedonii, jak w ogóle w przypadku całego Illusion, ciężko jest mi się od tego odizolować. Zresztą, spójrzcie sami na poniższe fragmenty, które i tak nie oddają w pełni zakorzenionej mocy.

Od zawsze donikąd to bieg.
Dajemy się ślepym wieść w mrok.

Ja jestem bezdomnym
Marznącym na śniegu
(..)
Przybitym sumieniem
Ludzkości rozkładem

A gdybyś wcześniej kilku spośród nas
Zburzyło mu cały świat
I gdyby jego matka, żona, syn
Spłonęli w proch, w gruzach dom
To kim byś Ty na jego miejscu był?

Nie! Nie złamię się!
W oku błysk rozwieram pięść.
Nie! Nie zmienię się!
Choć w sercu i głowie okruchy udręki jak szkło.

Oprócz ryjących nasze głowy tekstów, na każdym kroku po gębie walą nas bardzo przesterowane dźwięki gitar duetu Jerry & Lipa, bagienny bass Śmigla oraz mocna perka Herbascha. Sam Lipa ze swoim głosem jak zawsze dodaje dramaturgii i tam, gdzie trzeba, potrafi głośno ryknąć z przepony. W efekcie otrzymujemy produkt, który na koncertach solidnie będzie mielić nam tyłki. I tutaj wymienię mój ulubiony track, a mianowicie Dalej. Wolny, ciężki, z potężnym vibem, wprawiający moje ciało w wibracje i podczas którego aż chce się powydzierać wniebogłosy.

No i ta cholerna lawina dźwięku w końcówce, przy której ściany się trzęsą, a szyby w oknach tańczą. Coś pięknego! Ilekroć odpalam ten numer, to nie mogę ustać w miejscu, bez gibania się na lewo, prawo, do przodu i tyłu. A na finiszu to już w ogóle wyginam się jak paranoik. Nie mogę się doczekać, aż na żywo przyjdzie mi stawić czoła temu utworowi. Innymi, równie konkretnymi pozycjami są Metamorfoza, z karabinem maszynowym na początku, niewymieniony wcześniej Tchórz, na którym cała publika będzie skakać w pogo oraz krótki, lecz wcale nie gorszy od swoich poprzedników Niby. 6 kwietnia Illusion wystąpi we Wrocławiu i już teraz jestem w pełni przekonany, że będzie to kolejny, epicki gig w ich wykonaniu.

Czy zespół zaskoczył nas czymś szczególnym? Czy pokusił się o jakieś niesamowite zagrywki, ocierając się o popisówkę? Nie. Na Anhedonii nie znajdziemy nie wiadomo jak skomplikowanych struktur oraz porywających solówek a'la John Petrucci. Panuje prosta zasada - ma być krótko, siarczyście i treściwie. Czas trwania krążka to jakieś 3 kwadranse i słucha się tego na jednym wdechu, co generalnie uważam za duży plus, choć jeszcze jakiś czas temu mówiłbym co innego. Spytacie, czy może chociaż przemycił jakieś smaczki z innych gatunków? Tutaj również odpowiedź brzmi nie, lecz jest jedno urozmaicenie, w postaci gościnnego występu Litzy w utworze Śladem Krwi. Chyba nie muszę mówić, jak to wypadło? ;)

Dodam jeszcze, iż okładka albumu też powoduje ciary. Gdy pierwszy raz wziąłem do ręki opakowanie, spojrzałem na front i przejechałem po nim palcami (ahh ta faktura!), powiedziałem jedno - będzie srogi wpierdziel. No i pod tym względem się nie rozczarowałem. W ogóle mógłbym pokusić się o stwierdzenie, że Anhedonia zasługuje na miano płyty roku 2018, ale niestety z tym werdyktem muszę się jeszcze wstrzymać, ponieważ na horyzoncie wyłania się inny gracz, na którego czekam od równie długiego czasu. :P

Reklama
Podziel się ze znajomymi!
Autor
Skin
Tagi
Illusion
Komentarze