Czy chcesz otrzymywać powiadomienia o nowościach na stronie?
Nie terazWłącz powiadomienia

Elemental Device - Post Incendium - recenzja

Nastał ogień, a właściwie to, co po nim zostało. Elemental Device z apokaliptycznym krążkiem Post Incendium!

Reklama

Tym razem przyszło mi kosztować znacznie cięższej muzyki niż do tej pory. Za to po raz kolejny jestem pod wrażeniem śląskiej sceny.Post Incendium grupy Elemental Device to debiut, który dość łatwo mi wszedł, choć przyznam, że zawsze przy tak niskich tonach mam obawy, czy podołam.

Zaczęło się od singla, który zapowiadał całe wydawnictwo. Life Is A Carnival Of Pain to najdłuższy kawałek z całej tracklisty i także jeden z tych, które mają zróżnicowaną temperaturę. Zaczyna się srogo, by po minucie nagle wyszło słońce. Z melancholijnego, acz melodyjnego klimatu, wydobywa się spokojna nuta na czystym kanale. Śmiałabym powiedzieć, że nawet robi się na chwilę sielankowo. Po chwili jednak wraca surowcowy refren:

Life is a carnival of pain
All efforts are in vain
Destructive force
Of fate is upon us
Many falls will we remain?

Nie mam pojęcia co wpłynęło na fakt, że właśnie ten kawałek jest singlem, ale wybór muzyków był słuszny. Oddaje on to, co można znaleźć na całym albumie - zarówno pod kątem muzyki, jak i samej treści. Oczywiście nie wszystko nam on ujawnia, ale można uznać go za zapowiedź i w dużej mierze podsumowanie jednocześnie. Może dlatego też "Karnawał bólu" znajdziemy na płycie jako przedostatni numer.

A co znajduje się rzeczywiście na albumie? To kawał przemyślanego przyłożenia, które spięte jest gatunkiem melodic death, choć z wpływami również innych gatunków, niekoniecznie z kategorii jaką jest metal. Tu można chociażby przytoczyć tytułowy utwór, który tak naprawdę jest intrem, dającym odczuć niepokój. Delikatne brzdąkanie gitary, które za chwilę jest łomotem, jak gdyby mżawka przerodziła się w deszcz meteorytów!

Później wchodzi Shores of sanity at risk, który ma równomierne tempo, adekwatne do linii wokalnej. Przyznam, że akurat ten kawałek mniej mi się podoba i jedynie krótka solówka pod koniec nieco zapadła mi w pamięć. Dużo bardziej wpadły mi w ucho kolejne utwory. Mianowicie Whore-shiper oraz Lord of All - moje ulubione kompozycje, a to właśnie za sprawą wokalu, który oprócz porządnego ryku (którego z resztą nie brakuje na całej płycie) oferuje również czyste wstawki. Q porównał je do klimatu Opeth i coś w tym rzeczywiście jest. Z kolei, barwa głosu, szczególnie w "Lordzie", nieco mi przypomniała jeden z utworów Creed, gdzie Scott bardzo podobnie intonuje frazy, acz myślę, że jednak Opeth bardziej siedzi klimatem. Dodatkowo muszę dodać, iż czasami ma się wrażenie rozdwojenia jaźni. Lord of All to trzy różne rodzaje śpiewu / growlu, co daje specyficzny efekt!

Sol Invictus to znów ciepłe brzdąkanie, które milknie, by za chwilę ustąpić większemu ciśnieniu. I mimo kolejnej surowości, mid range growlu i screamu oraz dość szybkiego tempa gitar, to mamy do czynienia po raz kolejny z bardzo melodyjną odsłoną wokalu, który zgrabnie wplata czyste, przeciągane frazy. Ponadto muzyka w tych momentach przechodzi momentami w rockowe klimaty, a wszystko podkreśla tekst:

Stay with me
Soothe my wounds
And make me stronger
Save me from falling
I trust in your kindness
Can’t you see?

Bardzo podobnie prezentuje się Bloodpaid, który chyba jednak bardziej mnie wciągnął ze względu na całokształt kompozycji. To tu w końcu porządnie słychać bas, którego dźwięk niestety czasem jest słabiej wyczuwalny w niektórych utworach. Szkoda, bo jego brzmienie sporo daje, uzupełniając gitarę. Pod tym kątem podoba mi się zamykający album Last journey to the island of the fay. Z pewnością braków nie ma w perce, która akurat zawsze daje popalić, gdzie trzeba ;)

Ogólnie cały album Post Incendium ujęłabym jako dobry start i z pewnością będę wracać do poszczególnych kawałków. Marzy mi się posłuchać materiału na żywo i tu szczególnie za sprawą wokalu, który mnie zaintrygował. Materiał śmiało mogę polecić osobom nie tylko słuchającym "szatanów", bo jest on na tyle elastyczny, że trafi w gust dużo szerszego grona. Kolejne propsy należą się za same teksty, które oddają całkowicie obrany temat płyty. Co prawda znalazłam też minusy i tu bym mogła strzelić jeszcze kilka akapitów, ale wychodzę z założenia, że materiał powinien ocenić każdy sam. Na przykład Skinowi nie podeszło, a zwykle to on bardziej gustuje w death i black. Z kolei Q, jak już pisałam, znalazł elementy podobne do stylu Opeth, więc ile par uszu, tyle recenzji. Ja polecam po prostu wejść na kanał YT zespołu, gdzie dostępny jest cały krążek i posłuchać, a jak się spodoba to zamówić własny egzemplarz Post Incendium i śledzić koncerty oraz kolejne dokonania Elemental Device!

A na sam koniec dodam to, o czym zapomniałam na samym początku, a jest istotne przy wydaniach fizycznych. Oprawa graficzna opakowania jest bardzo pro i również nawiązuje do zawartości krążka. Ponadto sama sesja zdjęciowa muzyków jest bardzo klimatyczna i mam nadzieję, że powstało więcej zdjęć, niż cztery profilowe, i kiedyś ujrzą światło dzienne, gdyż na razie się nie doszukałam większej porcji ;)

Reklama
Nie przegap nowości!
Polub nasz profil na FB!
Już lubię. Nie pokazuj ponownie.
Nie przegap ważnych informacji!
Otrzymuj powiadomienia o nowościach na stronie
NieTAK
Nie przegap nowości!
Polub naszą stronę na Facebooku!
Już lubię. Nie pokazuj więcej tego komunikatu.