Czy chcesz otrzymywać powiadomienia o nowościach na stronie?
Nie terazWłącz powiadomienia

Drah - Zjadłem siebie - recenzja

Tegoroczne wydawnictwo zespołu Drah jest godne uwagi. Płyta porywa w całości - od spójnej warstwy instrumentalnej po same teksty. To po prostu jest HARD.

Reklama

Zespołu Drah chyba nie trzeba przedstawiać. Muzycy są już na scenie kupę lat i pomimo pewnego okresu zawieszenia działalności, zdążyli namieszać w muzyce, dostarczając sporej ilości dobrego materiału. Ich ostatnim wydawnictwem, jakie ujrzało światło dzienne, jest album Zjadłem siebie, który niedawno trafił w moje łapki.

I już na wstępie muszę podziękować kapeli i managerowi za płytę. W gąszczu wydawanych ostatnio albumów i przy moim zakręceniu, wynikającym z pracy, pewnie nie zauważyłabym info o nowym krążku. A to on właśnie sprawił, że ostatnie tygodnie spędziłam przy materiale, który dosłownie mnie porwał!

Zjadłem siebie zawiera 9 numerów, które ciężko sklasyfikować, jeśli chodzi o gatunek muzyczny. Hard, jak sami muzycy siebie określili, jest wg. mnie najlepszym słowem. Znajdziemy tu bowiem mieszaninę punka, core’u, surowego rocka czy alternatywy i to wszystko w wersji hard. Jeśli zaś chodzi o treść, powiedziałabym, że jest tu spora dawka antysystemowego przekazu. Jednak z pewnością nie jest to wymierzone w konkretny cel, a raczej w ogół bezmyślnego tłumu powielającego zasady, bez zastanowienia się nad sensem i znaczeniem.

Album rozpoczyna się utworem Gdzie one są? Jest to najdłuższa nuta na całym krążku i zdecydowanie sporo mówi o jego zawartości. Znajdziemy w nim zarówno tę mieszaninę muzyczną, o której wspominałam, jak i sporo zwrotów akcji. Przyznam, że początkowo zrobiłam błąd puszczając numer na kompie. Przez słabej jakości głośniki nie usłyszałam basu, który w rzeczywistości ma tu sporo do powiedzenia, wnosząc ciekawą melodię m.in. przed zwrotkami.

Drugi utwór bardzo przypomina mi styl Luxtorpedy, przynajmniej ten z pierwszej płyty. Choć mamy do czynienia z inną stylistyką, to sama konstrukcja linii melodyjnej wokalu i całej akcji gdzieś się z tym wiąże. Dla mnie to jeden z lepszych numerów na albumie, szczególnie za tekst, który nie jest specjalnie skomplikowany, ale bardzo wymowny. Po Prostu - Powiedz stop!

Poczuj w sobie moc,
Poczuj to tu i teraz!

Pozostając przy tekstach… Najbardziej przemówiły do mnie trzy utwory, choć muszę od razu zaznaczyć, że w tym temacie cała płyta jest dla mnie bardzo udana! Tak oto, Czarne-Białe mówią o tępym wyborze jednej strony, bez logicznego, obiektywnego spojrzenia na całość. O braku wyważenia i bezmyślnym ukierunkowaniu. Awanturę odbieram jako groteskowy obraz fanatycznego podejścia do wiary, zaś Nic Więcej jako obraz szarego konsumenta-marionetki. I choć pozornie skrajności opowiedziane w tekstach wydają się odległe, to czy jednak nie są one dobrym odzwierciedleniem dzisiejszych czasów, gdzie często wygrywa życie w wersji instant?

Równie mocnym i treściwym kawałkiem jest Władza. Nad wyraz dużo daje rymowanka, która została poddana małej zmianie…

Ene due rike fake,
Torba borba ósme smake.
Kto ty jesteś? Polak mały.
Wygolone, łyse pały.

Oprócz lirycznej strefy, bardzo smacznym kąskiem jest warstwa instrumentalna i tu moja dusza pokochała brzmienie gitary. Do tego mieszane riffy podkreślają napięcie i siłę przekazu. To ściśle uzupełnia perkusja, nie dając na chwilę odpocząć - po prostu trzyma to słuchacza do samego końca!

Jeszcze muszę wspomnieć o tytułowym kawałku, który akurat najmniej mnie porwał, a jednak ma coś w sobie, że ciężko go pominąć. Może to za sprawą melodyjnego refrenu, który mocno wbija się w głowę, a może jednak przez tekst, który ma drugie dno. Z pewnością fajnie wypada to muzycznie, gdyż po raz kolejny mamy mocne, nagłe zmiany tempa, a zwolnienie na wspomnianym refrenie jest bardzo smaczne, że tak to ujmę ;)

Nic się dzisiaj nie upiekło
Namieszałem na zakalec
Próbowałem się udusić
Byłem jednak zbyt surowy.

Kończąc powoli, raz jeszcze wspomnę - cieszę się, że płyta do mnie trafiła. Jest to jedno z ciekawszych wydań, jakie miałam w ostatnim czasie przyjemność słuchać. Muzycy z Drah wydali na świat 9 kompozycji, które są przemyślane, nieschematyczne i przede wszystkim trafiające w sedno podjętego tematu.

Muzycznie nie ma tu miejsca na nudę. Każdy kawałek łączy się wypracowanym przez zespół stylem, a jednocześnie ma swoją indywidualność. Wspaniale też wszystko się zgrywa i uzupełnia - w żadnym kawałku nie znalazłam luki, bo albo wypełnia ją perkusja, albo bas, a ewentualnie jakiś specyficzny efekt. Brzmi to tak, że zatraciłam się zupełnie i pochłonęłam płytę na raz. Bez popity! ;)

Reklama
Nie przegap nowości!
Polub nasz profil na FB!
Już lubię. Nie pokazuj ponownie.
Nie przegap ważnych informacji!
Otrzymuj powiadomienia o nowościach na stronie
NieTAK
Nie przegap nowości!
Polub naszą stronę na Facebooku!
Już lubię. Nie pokazuj więcej tego komunikatu.