Czy chcesz otrzymywać powiadomienia o nowościach na stronie?
Nie terazWłącz powiadomienia

Mikkey Dee: "Wolałbym celebrować jego życie, niż opłakiwać jego śmierć"

Aktualny perkusista zespołu Scorpions opowiedział jak sobie radzi po śmierci legendy - Lemmy'ego Kilmistera.

Reklama

Już niedługo będziemy obchodzić 2 rocznicę śmierci legendy hard rocka i założyciela Motörhead - Lemmy'ego Kilmistera. W zeszły piątek Mikkey Dee udzielił wywiadu dla Erica Blaira podczas wydarzenia "Bowl For Ronnie" w Studio City stanu Kalifornia. Mikkey zapytany jak się czuje po tak ogromnej stracie, jaką było odejście Lemmy'ego, odpowiedział:

Cóż, muszę ci powiedzieć, że dużo ludzi nazywa to nieszczęściem - ja nie. Znałem Lemmy'ego bardzo dobrze i może to zabrzmi doprawdy dziwnie, ale wolałbym celebrować jego życie, niż opłakiwać jego śmierć. Lemmy był bardzo zadowolony ze swojego życia, a trwało to aż 70 lat. Nieszczęście jest wtedy, kiedy młodzi ludzie odchodzą albo dzieci w wypadkach. Lemmy miał świetne 70 lat i bardziej się uśmiecham, gdy o tym myślę.

Następnie Mikkey dodał, że rock'n'roll był dla Lemmy'ego i Dio całym życiem. Według muzyka przedwczesna śmierć wokalisty Black Sabbath kwalifikowałaby się do wydarzenia z cyklu "Co się stało?", ale w przypadku Lemmy'ego perkusista Scorpions był przygotowany na najgorsze. Gdy Lemmy miał 50tkę, zwrócił się do Mikky'ego tymi słowami:

Jeśli jutro umrę Mik, to wiedz że miałem idealne życie.

Na koniec muzyk stwierdził, że w Lemmym nie było nuty fałszu i  nigdy nie szedł na kompromis jeśli chodziło o jego życie, wizję, czy styl bytu.

To była albo jego droga, albo nasza, albo zespołu, albo nie był w ogóle zainteresowany.

Reklama
Ciasteczka!
Strona korzysta z plików cookies w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
OK